niedziela, 19 sierpnia 2012

Wildstein prawda

Śmierć Stanisława Pyjasa przybliżył mi obsypany nagrodami film pt. 'Trzech kumpli" w reżyserii Ewy Stankiewicz. Bardzo mi się wtedy podobał i generalnie uznałem go za wiarygodny. Jednakże niedawny wywiadz Janem Widackim otworzył mi oczy. Chodzi o osobę prof. Zdzisława Marka, który w 1977roku wydał ekspertyzę sądową nie po myśli wielkiego przyjaciela zmarłego - Wildsteina Bronisława. Ów wielki opozycjonista uparł się, że było to morderstwo na tle politycznym. I tę tezę lansował przez lata. W opinii prof. Marka przyczyną było "śmier­telne zachły­śnię­cie się krwią, przy nie­wiel­kim, ale dość sil­nie krwa­wią­cym ura­zie twa­rzo­czaszki, przy znacz­nym stop­niu upo­je­nia alko­ho­lo­wego. Bie­gli leka­rze uznali, że uraz ten mógł być zarówno ura­zem bier­nym, jak i czyn­nym. Bio­rąc pod uwagę miej­sce zna­le­zie­nia zwłok (klatka scho­dowa, strome schody itd.), przy­jęli, że bar­dziej praw­do­po­dobny był uraz bierny niż czynny, a zatem, że ofiara sama ude­rzyła twa­rzą w prze­szkodę (np. spa­da­jąc ze scho­dów), niż że została ude­rzona przez inną osobę."
Przez tą opinię prof. Markowi zarzucono służalczość wobec SB, przypięto łatkę "ubeckiego profesora" i mimo wygranego z Wildsteinem procesu o zniesławienie, złamano karierę naukową. Śledztwo już w 1990 roku nie wykazało sprawczej roli SB, sekcja zwłok wykonana w tym roku na zlecenie IPN  potwierdziła pierwotną przyczynę śmierci. Ani Wildstein, który 17 września wydaje kolejne "dzieło", ani środowisko naukowe. W przypadku Wlidsteina nie dziwię się, bo w mojej opinii jest on pieniaczem. Jednakże środowisko naukowe powinno. Na koniec cytat z wywiadu z Janem Widackim
"Nie ocze­kuję, że gwiazda kamery, ta od „Trzech kum­pli”, kogoś prze­prosi. Nie ocze­kuję, że skur­wiel od mojej bio­gra­fii dopi­sze, że chyba mia­łem rację. Nie cze­kam na prze­pro­siny Mazurka czy Wild­ste­ina, mam ich z ich prze­pro­si­nami czy oszczer­stwami tam, gdzie ich mam. Nie cze­kam na to, że ktoś z tego śro­do­wi­ska prze­prosi prof. Marka. Ale to nie oni pozba­wili prof. Marka kate­dry. Pozba­wili go kole­dzy pro­fe­so­ro­wie, w imię dobrych oby­cza­jów i moral­no­ści aka­de­mic­kiej, któ­rej mie­nili się straż­ni­kami. Czy będą mieli tyle ele­men­tar­nej przy­zwo­ito­ści, aby prze­pro­sić sędzi­wego dziś, ciężko cho­rego pro­fe­sora, któ­remu przed laty zro­bili tak straszną krzywdę? Czy będą mieli odwagę powie­dzieć publicz­nie, „Pomy­li­li­śmy się, prze­pra­szamy, niech pan nam wybaczy”? Teraz się okaże, kto jest gigan­tem, a kto karłem."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz