
Śmierć Stanisława Pyjasa przybliżył mi
obsypany nagrodami film pt. 'Trzech kumpli" w reżyserii Ewy Stankiewicz.
Bardzo mi się wtedy podobał i generalnie uznałem go za wiarygodny.
Jednakże niedawny wywiadz
Janem Widackim otworzył mi oczy. Chodzi o osobę prof. Zdzisława Marka,
który w 1977roku wydał ekspertyzę sądową nie po myśli wielkiego
przyjaciela zmarłego - Wildsteina Bronisława. Ów wielki opozycjonista
uparł się, że było to morderstwo na tle politycznym. I tę tezę lansował
przez lata. W opinii prof. Marka przyczyną było "śmiertelne
zachłyśnięcie się krwią, przy niewielkim, ale dość silnie
krwawiącym urazie twarzoczaszki, przy znacznym stopniu upojenia
alkoholowego. Biegli lekarze uznali, że uraz ten mógł być
zarówno urazem biernym, jak i czynnym. Biorąc pod uwagę miejsce
znalezienia zwłok (klatka schodowa, strome schody itd.), przyjęli,
że bardziej prawdopodobny był uraz bierny niż czynny, a zatem,
że ofiara sama uderzyła twarzą w przeszkodę (np. spadając
ze schodów), niż że została uderzona przez inną osobę."
Przez tą opinię prof. Markowi zarzucono
służalczość wobec SB, przypięto łatkę "ubeckiego profesora" i mimo
wygranego z Wildsteinem procesu o zniesławienie, złamano karierę
naukową. Śledztwo już w 1990 roku nie wykazało sprawczej roli SB, sekcja
zwłok wykonana w tym roku na zlecenie IPN potwierdziła pierwotną
przyczynę śmierci. Ani Wildstein, który 17 września wydaje kolejne "dzieło",
ani środowisko naukowe. W przypadku Wlidsteina nie dziwię się, bo w
mojej opinii jest on pieniaczem. Jednakże środowisko naukowe powinno. Na
koniec cytat z wywiadu z Janem Widackim
"Nie oczekuję, że gwiazda kamery,
ta od „Trzech kumpli”, kogoś przeprosi. Nie oczekuję, że skurwiel
od mojej biografii dopisze, że chyba miałem rację. Nie czekam
na przeprosiny Mazurka czy Wildsteina, mam ich z ich przeprosinami czy oszczerstwami tam, gdzie ich mam. Nie czekam na to, że ktoś z tego środowiska przeprosi prof. Marka. Ale to
nie oni pozbawili prof. Marka katedry. Pozbawili go koledzy
profesorowie, w imię dobrych obyczajów i moralności
akademickiej, której mienili się strażnikami. Czy będą mieli tyle
elementarnej przyzwoitości, aby przeprosić sędziwego dziś,
ciężko chorego profesora, któremu przed laty zrobili tak straszną
krzywdę? Czy będą mieli odwagę powiedzieć publicznie,
„Pomyliliśmy się, przepraszamy, niech pan nam wybaczy”? Teraz się
okaże, kto jest gigantem, a kto karłem."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz