środa, 31 października 2012

Łgarze i tchórze

Dlaczego ze swojej strony oficjalnej usunął to:

Dziś Hofman podtrzymywał wiarę w wybuchy i morderstwo, ale ze swojej strony PiS usunął artykuł o zbrodni. Po drugie. Skoro Hofman twierdzi, że mają swoje dowody, ale ich nie ujawnią, to czy nie popełnia przestępstwa ukrywając dowody zbrodni? A może po prostu bezczelnie kłamie?

wtorek, 30 października 2012

Ukryty na s24.pl tekst o Kaczyńskim


http://g.host.salon24.pl/459310,przedwczesny-wytrysk-kaczynskiego


Kaczyński oskarżył rząd o zamordowanie brata. Tym razem już nie za pomocą półsłówek, półprawd i półkłamstewek. Tym razem otwartym tekstem. Udowodnił tym samym, że jest nie tylko chorym z nienawiści małym człowieczkiem, ale przede wszystkim głupcem. I to zarówno życiowym, jak i politycznym.
Dziś Rzeczpospolita zniszczyła Kaczyńskiego. Dała mu i odebrała nadzieję. Spowodowała, że maska ostrożności opadła i Jarosław pokazał wszystkim swą prawdziwą, obrzydliwą gębę.
Morderstwo prezydenta. Niesłychana zbrodnia. Zdrada. To tylko niektóre sformułowania, które padał dziś z ust prezesa PiS. Sformułowania świadczące o kompletnej miałkości umysłu i wyjątkowym braku inteligencji i pomyślunku.
Zacznijmy od tego, że nawet, gdyby w Tu-154 odkryto ślady trotylu i nitrogliceryny, absolutnie nie dowodziło to zamachu. Pisałem o tym kilka godzin temu. Kaczyński jest zbyt głupim człowiekiem, by to pojąć, a przecież niektórzy hardkorowi prawicowi publicyści, jak choćby Rolex, bardzo szybko stwierdzili, że coś z tym trotylem nie gra. Wspomniany Rolex odrzucił możliwość rozbicia maszyn za pomocą trotylu nawet szybciej, niż ja. Kaczyński i jego doradcy niestety nie potrafią korzystać z logiki. A może po prostu nie chcą? Co więcej, Kaczyński dowiódł, że jest żałosnym politykiem. Nabrał się na pierwszą kaczkę (o, przepraszam) dziennikarką. Nie poczekał na potwierdzenie informacji, nie wykazał się choćby namiastką zdolności dyplomatycznych. Z grubej rury, na swej konferencji, nazwał Tuska mordercą. Ja tam się temu zbytnio nie dziwię. Jarosław czekał na taką szansę przez dwa lata. A że to prymityw podążający za najprostszymi instynktami, no to się wziął i wygłupił. Gdybyśmy mówili o seksie, można by rzec, że Kaczyński miał stanowczo przedwczesny wytrysk. Ale nic w tym dziwnego, skoro się tak długo wstrzymuje.
O postępującym stanie umysłowej choroby Kaczyńskiego świadczy fakt, że nawet po konferencji prokuratury wojskowej, która stanowczo zaprzeczyła doniesieniom Rzepy, a także po sprostowaniu samego dziennika Kaczyński słów swych nie odwołał, nie poinformował, że został wprowadzony w błąd. Nie. On nie chciał tego zrobić. Nie po to czekał tyle miesięcy, by teraz odpuszczać.
Każdy wie, że Kaczyński od zawsze był chory na punkcie rzekomych spisków. Dziś jesteśmy u szczytu inkubacji zżerającego go wirusa. Czerw władzy jest tak ogromny, że przeżarł mózg Jarosława na wylot. Ten facet nigdy nie był wiarygodny, jednak od teraz jest dla mnie jedynie dziadkiem ze starczą demencją, która powolutku, dzień po dniu, godzina po godzinie, odbiera mu rozum i możliwość kontrolowania własnych działań. PiS jest skończony. Kaczyński jest skończony. Wszelkie te zabawy w prawdziwą politykę, jakie jeszcze nie tak dawno nam serwował, utraciły swą nośność. Kaczyński już nie dba o Polskę i Polaków. Liczy się tylko jego prywatna obsesja. Władza.
Tak żałosnej kompromitacji przywódcy największej partii opozycyjnej Europa w swej powojennej historii chyba jeszcze nie miała. W swej wypowiedzi po konferencji prokuratury, Kaczyński udowodnił, że zupełnie nie rozumie, o czym się na konferencji mówiło. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie stwierdzenie materiałów wybuchowych nie jest jednoznaczne z ich wykluczeniem. Usiłował ironizować, a tymczasem pokazał, jak bardzo płytkim człowiekiem i o jak znikomej wiedzy w gruncie rzeczy jest.
Pod koniec swego idiotycznego wystąpienia, już po konferencji Prokuratury, Kaczyński odniósł się do słów Tuska, który stwierdził, że z Kaczyńskim piekielnie trudno jest wytrzymać. Te słowa, wedle Kaczyńskiego, mają być zwiastunem morderstwa lub nakazu banicji. Co najlepiej dowodzi, w jakiej kondycji są skołatane nerwy tego bezrozumnego starca.
Precz z Kaczyńskim. Dość już tej paranoi. Dość już intencjonalnego niszczenia państwa poprzez wszelkiego rodzaju insynuacje. Dość porównań do Białorusi, komuny. Dość zarzutów o zabijanie demokracji. Kaczyńskiego należy wysłać na przymusowe badania psychiatryczne, bo nie może być tak, że człowiek, który współdecyduje o wizerunku Polski na świecie, uprawia ordynarną dywersję wizerunkową na naszej Ojczyźnie.
Kaczyński – won z polityki.

poniedziałek, 29 października 2012

Ukryty na s24.pl tekst o Macierewiczu

"Czy mamy do czynienia z judaszowymi srebrnikami?? A Judaszem jest poseł Macierewicz a jego pomocnikami cały ten zespól..???
Ile Panu Macierewiczowi i jego ludziom zapłacano za całkowite oczyszczenie ruskich  ze swoich win  …??  I kto zapłacił Rosjanie .??  A może  kto inny zapłacił.. ??
Amerykańce..???

Osobiście sądzę, że Macierewicz całe ekspertyzy profesorów robi za pieniądze Rosjan.  Pytać należy, w jakim celu..???
Czy Macierewicz jest na usługach Władka Putina? Skoro zespól, wespół parlamentarny i eksperci tego gremium sugerują zamach na Tu 154 w dniu 10 kwietnia 2010 roku. To oczyszczają Rosjan, a konkretnie pracowników lotniska w Smoleńsku.
 Skoro był zamach dwa wybuchy na samolocie Tu 154 M. Wybuchy zdaniem zespołu miały miejsce w kokpicie to cała odpowiedzialność za katastrofę pod Smoleńskiem spada na  państwo polskie, rząd jego służby etc. W tym przypadku posądzanie Rosjan o cokolwiek jest grubym nieporozumieniem…  Ba nawet niegodziwośćią.!!
Z drugiej strony, jeżeli to był zamach, to polskie służby i co go wykonywali odwalili swego rodzaju tandetę.
1.   1.Nie ma żadnych śladów materiałów wybuchowych na ubraniach ofiar częściach wraku etc.
2.    2. Skoro był wybuch to pytać należy, dlaczego te ładunki nie wybuchły nad Białorusią i szczątki ofiar zbierano by zapewne do dnia dzisiejszego.
Czyli coś tu nie gra z tym zamachem. Z jednej strony brak śladów po materiale wybuchowym  świadczyłby o zbrodni prawie doskonałej z drugiej zaś strony eksplozja na jarem w Smoleńsku wydaje się być partacką robotą..

 A cóż Rosjanie się cieszą , że Macierewicz oczyścił ich z wszelkich zarzutów dotyczących katastrofy z 2010 roku. Pytanie istotne czy Macierewicz robi za kasę z Moskwy czy robi, bo jest na tyle głupi i naiwny..  No chyba że to jest nowomowa Macierewicza i PiSu do „Przyjaciół Moskali”

Kajzer…"

Ukryty przez S24 tekst Renaty Rudeckiej-Kalinowskiej


http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/458621,ciemny-lud-to-kupi

"To bardzo ważna sprawa.
To przełom w wiedzy o tym czym jest PiS i dotarcie do samej istoty PiS – do jego KŁAMSTWA ZAŁOŻYCIELSKIEGO..


To ilustracja, soczewka, w której jak na dłoni widać nie tylko, że żaden, dosłownie żaden, z warunków określających konserwatyzm, patriotyzm, polskość i katolicyzm – nie jest spełniony. Ale wszystkie są użyte do propagandy, tumanienia ludzi, do oszustwa .Do kłamliwej, cynicznej, pozbawionej skrupułów moralnych autoprezentacji.

Tak, chodzi o Martę Kaczyńską-Dubieniecką primo voto Smuniewską i sprawę zaprzeczenia ojcostwa jej starszej córki. Nie będę opisywać krzywdy, jaka wyrządziła swojemu pierwszemu mężowi i własnemu dziecku. Nie będę mówić o zerwaniu sakramentu małżeństwa, zdradzie małżeńskiej, kochanku, sposobie informowania rodziców o drugiej ciąży z przyszłym mężem,  jeszcze przed rozwodem z pierwszym mężem. To są sprawy już powszechnie znane.

Chcę mówić o kłamstwie w rodzinie Kaczyńskich, kłamstwie, które stało się przedmiotem żarliwej wiary zwolenników PiS i obu braci Kaczyńskich. Przekonanych, ze wierzą w prawdę.

Marta Kaczyńska z własnej woli jest osobą publiczną czynnie uprawiającą politykę..
Marta Kaczyńska miała stać się ikoną środowiska PiS. Miała stać się nią z woli swojego stryja, chociaż są tacy, którzy twierdzą, ze Jarosław Kaczyński nie aprobował  frywolnego stylu życia swojej bratanicy. Ale to on kreował jej wizerunek, na świętą nowej generacji, na przyszłą kandydatkę na urząd Prezydenta RP, po drodze jedynie zahaczającą o dobrze płatną funkcję europarlamentarzystki.
To ona miała być jego przepustką do rzeczywistego sprawowania funkcji głowy państwa.

To jej budowano legendę cierpiącej sieroty, chociaż ten filuterny,  starannie dobrany przez stylistki kapelutek z woalką podczas uroczystości pogrzebowych zdradzał, ze bardziej od traumy i cierpienia ważny jest wizerunek, obrazek, śliczność wyglądu, bo zdjęcia w kolorowych pisemkach obiegną przecież całą Polskę. To ją ubierano w bure szmaty i usadzano na starym fotelu przy kaflowym piecu, by dziewczyny i kobiety z biednych domów polskich miast i wsi myślały, ze mówi do nich kobieta, taka jak one. A nie rozwydrzona „baronówna” kupująca mężowi najnowszy model jednego z najdroższych samochodów z odszkodowania otrzymanego po śmierci rodziców. To ona miała czelność pouczać lepszych od siebie ludzi, czym jest rodzina, konserwatyzm, wartości chrześcijańskie, które sama tak brutalnie łamała.

Tymczasem z faktów wynika, że tak, jak beztrosko i cynicznie wrobiono Piotra Smuniewskiego w ojcostwo , tak samo cynicznie zaakceptowano kochanka Marty, w obu przypadkach doprowadzając do szybkiego ślubu.
I stało się tak za wiedzą i aprobatą rodziców Marty Kaczyńskiej. To Lech Kaczyński aprobował zdradę małżeńską swojej córki, usprawiedliwiał i pomniejszał SBcką przeszłość swojego wówczas jeszcze niedoszłego kuma, ojca Marcina Dubienieckiego. To w tej rodzinie godzono się szybko i bez zbędnych skrupułów z brakiem moralności z łamaniem sakramentów i fanaberiami nowobogackimi córki-celebrytki. Bo czuli się niezagrożeni, czuli się jeśli nie panami świata, to przynajmniej  Polski i myśleli, ze tak będzie zawsze.
Sprawy ułaskawieniowe, kiedy to teść-prezydent ułaskawiał przestępcę na wniosek swojego zięcia-adwokata, który z kolei zadbał o swoje honorarium czyniąc się wcześniej wspólnikiem tegoż przestępcy – miały nigdy nie dojść do opinii publicznej.

Katastrofa smoleńska narzuciła nowy wizerunek, nowy obraz , z którego także skorzystano natychmiast i także bez zbędnych skrupułów. Wykorzystano ludzkie współczucie, ludzką wrażliwość i ... ludzką niewiedzę, by wykreować obrazek skrzywdzonej dziewczyny – chociaż to kobieta już po trzydziestce. Wykorzystano dla celów wyłącznie politycznych i finansowych. Cały przemysł smoleński powstały po wydarzeniach 10 kwietnia 2010 roku podporządkowano idei zarabiania pieniędzy i odnoszenia korzyści politycznych przez PiS.

Tak postępowano z każdą sprawą. Tak zakłamano historię rodziny, przeszłość,  Umiejętnie, trafiając w dobrze znany i doskonale rozpoznany „target”, czyli w konkretny elektorat, nie bez pomocy otumanionych wizją prawicowości niektórych ludzi Kościoła sączono kłamstwo. Budowano oparte na nim nastroje i wzbudzano emocje, siano nienawiść i podgrzewano atmosferę – starannie dbając o to, by samych siebie nieustannie kreować na prawych i sprawiedliwych. Ileż ironii jest w tej nazwie – wie każdy, kto wgłębił się w historię człowieka, któremu, jako jedynemu w Polsce sfałszowano lojalkę.

Sprawa Marty Kaczyńskiej – to kamyk , który ruszył lawinę.
Wiedzą to doskonale propagandziści pisowscy, którzy przystąpili do zaciemniania, zakłamywania sprawy. Boją się tej lawiny.

Zwolennicy  PiS powinni zastanowić się nad tym, jak bardzo nimi manipulowano, jak sterowano, z jaką pogardą uważano, ze  „ciemny lud TO kupi”.
I w swoich sumieniach powinni odpowiedzieć sobie na pytanie czy nadal chcą TO kupować."

niedziela, 28 października 2012

O Marcie Kaczyńskiej pierwszy i ostatni raz

Miałem się w tej sprawie nie wypowiadać, jednakże po lekturze najnowszego dzieła Wszołka uznałem, że jednak muszę. Po pierwsze sprawa, którą wyciągnął Superekspres nie jest nowa. Pisała o tym prasa już dawno
(źródło:trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35635,9167743,Kaczynska_i_Dubieniecki__czyli_ich_dwoje_i_stryj.html ). Przemilczę kwestie obyczajowe i brutalne potraktowanie pierwszego męża. Mnie oburza coś innego. Otóż okazuje się, że kampania śp. Lecha Kaczyńskiego była oparta na kłamstwie. Pamiętam jak dziś: szczęśliwa rodzinka na billboardach jak się dziś okazuje, była zwykłą ustawką mającą na celu zapewnienie poparcia wyborcom, dla których rodzina jest ważna. Przyznaję, że sam głosowałem wtedy na Lecha Kaczyńskiego.
Sprawa druga. Podawając nieprawdziwe informacje o swoim wykształceniu, Aleksander Kwaśniewski o mało co nie stracił fotela prezydenckiego. Przypomnę: www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul, /kwasniewski;odpowie;za;klamstwo;magisterskie,252,0,237820.html Przeciwnicy polityczni napiętnowali Kwaśniewskiego bardzo mocno. Nawet Kazik Staszewski śpiewał: "Dziś mam wyższe wykształcenie chociaż studiów nie skończyłem, jak Prezydent Kwaśniewski". O karykaturach nie wspominając:
Tak więc niech Wszołek nie biadoli nad upadkiem dziennikarstwa. Wyborców nie można oszukiwać. Marta Kaczyńska brała czynny udział zarówno w kampanii wyborczej swojego ojca, jak i stryja. I chcąc nie chcąc jest osobą publiczną. Wyborcy mają prawo żądać prawdy.

Tytanowy Premier

W rządowych limuzynach jest – i to łącznie z kierowcami – zaledwie kilkanaście osób.
Jedziemy nowo pobudowanymi autostradami, gdy na chwilę stoimy w korku, zdanie trzeba powtarzać dwa razy, by zostać zrozumianym. Ale w zestawieniu z szalejącą na zewnątrz rozdzierającą płaszcze wichurą i tak jest tu spokojniej. Na tylnim siedzeniu BMW 7 premier Donald Tusk odpoczywa po kilkugodzinnej wizycie w Małopolsce. Wizycie, którą najlepiej oddaje chyba stare i nieco złośliwe określenie "gospodarska". Kończy się pierwsza od miesiąca wyprawa poza Warszawę. Ale Tusk myślami wydaje się już być w swoim gabinecie. W krótkiej rozmowie z reporterem stwierdza aluzyjnie, że nie wie, jak jego poprzednikom udawało sie tak dużo podróżować po kraju i zarazem solidnie pracować. Obecnemu premierowi wydaje się to niemożliwe. "Tak dużo jak teraz pracowałem tylko na początku lat 90. Czuję różnicę wieku. To ciężki urząd. Rozumiem, dlaczego Piłsudski mówił, że tak można tylko przez rok robić. Ja chcę oczywiście dłużej, ale zobaczymy" – mówi premier.

Z zegarkiem w ręku
Ochroniarz podaje ciepły posiłek. Ale Donald Tusk nie zdąży już go zjeść, zdąży połknąć tylko kilka kęsów. Za chwilę limuzyny dojadą na miejsce. Jest 18.40. Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro. Na sam koniec, już w domu, lektura dokumentów lub książki. Następnego dnia premier wstanie dużo później niż większość z nas, w kancelarii pojawi się około godz. 10 rano.

Wszystko niby jest tak samo, ale styl premierostwa Donalda Tuska wyraźnie zaczyna odróżniać się od jego poprzedników. Kalendarz napięty jak zawsze, ale przestrzegany bardziej restrykcyjnie. Media są zapraszane jak zawsze, ale trzymane na dystans dużo bardziej niż za innych premierów. Świta asystentów i funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu niewiele mniejsza, ale za to bardzo wyciszona, zdecydowanie w cieniu. Samochody te same, ale unikające epatowania migającymi światłami i wyjącą sygnalizacją. A na tym tle szef rządu świadomy swej siły i pozycji, raczej nauczający i ogłaszający wolę swojej władzy niż zabiegający o sympatię odbiorców. Słowa "mój rząd zamierza", "mój rząd opowiada się", "mój rząd chce" wypowiada bardzo często.

Twardy administrator
Jednak ambicje Tuska wydają się wykraczać poza budowanie nowego wizerunku. Zresztą ten wizerunek to raczej uboczny efekt stylu rządzenia, jaki wybrał. Stylu kanclerskiego, gabinetowego, trochę z epoki przedtelewizyjnej. Modelu, w którym centrum władzy jest kancelaria premiera, i tam najczęściej, a nie w podróży czy telewizyjnym studiu, można spotkać szefa rządu. Tam odbywają się najważniejsze narady, tam zapadają kluczowe decyzje. Na to miejsce orientuje się cały aparat władzy, który nie ma zresztą wyjścia, bo jest kontrolowany i poddawany ocenie. Jeden ze współpracowników premiera zdradza gazecie, iż szef rządu założył każdemu z ministrów teczkę. – Cały ich stos leży na specjalnej półce w gabinecie Tuska. Każda inaczej oznaczona: MF – Ministerstwo Finansów, MT – Ministerstwo Transportu, MZ – Ministerstwo Zdrowia. Gdy przychodzi któryś z szefów resortów, premier otwiera i sprawdza: o czym rozmawiali ostatnio, do czego zobowiązał się minister, co z tego zrobiono – mówi nasz rozmówca. A Donald Tusk to potwierdza, choć unika słowa "teczki", mówiąc raczej o "dokumentacji poszczególnych ministerstw". Ale najlepiej charakter tej dokumentacji oddaje porównanie ze szkolnym dzienniczkiem.

Właśnie dlatego trwający właśnie przegląd resortów wywołuje u członków Rady Ministrów tak wielkie emocje i strach, jakby byli przed egzaminem. Bo rozmowa jest straszliwie konkretna. Nie o chęciach, programach, zamierzeniach, ale przygotowanych zmianach kadrowych czy w prawie. W rządowych kuluarach można usłyszeć opowieści o dzieleniu się przez ministrów radami, jak sobie poradzić na tym sprawdzianie. – Niektórzy, właściwie wszyscy pocą się przed tymi spotkaniami – opowiada wysoko postawiony informator z kręgów rządowych.

Opowieść o przeglądzie ministerstw – traktowana przez część mediów jedynie jako zabieg marketingowy – jest dla Tuska przedsięwzięciem naprawdę ważnym. I dobrze pokazuje, w jaki sposób zamierza używać władzy – wchodząc w szczegóły, egzekwując zobowiązania, popychając bezwładną z natury administrację. Ręcznie, dzień po dniu, z przekonaniem, iż odpowiedni człowiek plus wola polityczna i determinacja są kluczem do sukcesu. Unika więc premier podejmowania zobowiązań do przeprowadzenia systemowych reform.

Premier zwykłej Polski
A premier nie chce konfliktów. Tnie w kalendarzu czas na wszystko, co odrywa go od urzędowania. "Każde działanie marketingowe wymaga wielokrotnych namów. Premierowi szkoda po prostu czasu, powtarza, że sukces PO nie zależy od częstotliwości jego wyjazdów, ale od skuteczności jego pracy" – przyznaje rzecznik partii. Podobne doświadczenia ma rzecznik rządu: "Bardzo często słyszę: Proszę Pana, ja tu nie jestem, by wizytować, ja tu jestem, by jeździć" – opowiada. Ale kto wie, czy po ostatniej wizycie w Wojniczu w Małopolsce premier nie zmieni zdania. Ciepłe przyjęcie przez radnych tej miejscowości, która w styczniu tego roku otrzymała prawa miejskie, wielki kosz lokalnych smakołyków i radosne gaworzenie z babciami i wnukami wspólnie uprawiającymi sztuki plastyczne w miejscowym domu kultury wyraźnie dobrze nastroiły premiera.

I chyba w akcie wdzięczności za ciepłe przyjęcie, chwilę później na konferencji prasowej zorganizowanej w jednej z wojnickich fabryk wśród pachnących farbą, dopiero co wyprodukowanych maszyn drukarskich, wygłosił, po raz pierwszy tak szczerze, swoje credo: Postawiliśmy na zwykłą Polskę. W natłoku pytań mało kto zwrócił na nie uwagę, a kto wie, czy nie jest to jedno z celniejszych określeń projektu politycznego Tuska. Projektu zakładającego polepszenie losu grup, które dotychczas na wzroście gospodarczym i reformach zyskiwały najmniej.

Czy to plan możliwy do zrealizowania? Bo to samo można przedstawić jako zwykłe konsumowanie władzy, korzystanie z niej bez myślenia o budowie nowego państwa, zrywającego dominantę ciągłości z PRL. Coraz częściej na zapleczu rządu słychać głosy, że to nadal cel główny, ale nie w tej kadencji. Że najpierw należy się zająć tym, co da się zrobić w samym rządzie. Co równie dobrze, jak podpowiada doświadczenie innych ekip, może znaczyć, że szans na inne, większe zmiany, ta grupa nie dostanie już nigdy. Tym bardziej że i teraz politycy PO, w tym premier, czasami nie potrafią wytłumaczyć, po co ico dokładnie w danym momencie robią.

Kiedy Donald Tusk stoi przed wąską grupą, doskonale wie, co powiedzieć. Biznesmenom z Wojnicza dał krótki i treściwy wykład na temat sposobów zdobywania unijnych pieniędzy i konieczności rozważenia wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego – by to ostatnie spadło w rankingu zamożności i dzięki temu było w stanie konkurować o unijne środki.

Wszędzie ten sam ton: Ja jestem premierem, ja wytyczam kierunki, ja rządzę. " Chce być jak Nicolas Sarkozy, kandydat prawicy francuskiej na prezydenta. Tak jak on zamierza być przywódcą silnym, dającym poczucie, iż ogarnia całość spraw, wie, co robić i ma wolę do przeprowadzenia zmian" – ocenia Eryk Mistewicz, doradca wielu polskich polityków. Zdaniem Mistewicza w tę strategię wpisana została pewna niemedialność. "Chodzi o pokazanie, że nie jest mydłkiem sterowanym przez doradców, że ma wizję, która może brzmieć chropawo, ale przez niedopowiedzenia staje się atrakcyjna. Na razie to dość skuteczna strategia, być może dlatego, że dopasowana do charakteru premiera Tuska" – ocenia.

Gabinet przede wszystkim
Już w podróży z Krakowa do Warszawy rzecznik rządu zastanawia się, kiedy znowu premier da się namówić na wyjazd w Polskę. "Pewnie nieprędko, znowu będzie pytał, po co, jak daleko, i narzekał, że chcę marnować jego czas" – martwi się rzecznik. I głośno myśli: Może za miesiąc?

Ale może premier da się przekonać? Panie krzyczące zza płotu liceum w Wojnowie, że "jesteśmy z panem" czy rzucone przez szefa rządu zdanie, iż "czasem podczas takich wizyt musi udawać, że było sympatycznie, ale tu naprawdę tak było" mogą świadczyć o możliwości zmiany stylu. "Wątpliwe, lubi jeździć, ale władzę gabinetową kocha bardziej" – mówi rzecznik rządu.

Na razie wróciła codzienność. Herbata w ulubionej szklance. Narady. Mało efektowne, wręcz skryte w cieniu rządzenie. Oszczędne wypowiedzi, rzadko udzielane wywiady. Czy skuteczne – tego jeszcze nie wiemy. Ale jednego możemy być pewni – to potrwa dłużej, niż się opozycji wydawało. I nie ma mowy o żadnych wcześniejszych wyborach. Po pierwsze, dlatego, że cena tej władzy była zbyt duża, by ryzykować jej oddanie. Po drugie, bo przedterminowe wybory oznaczałyby dziś niemal pewne oddanie rządów. I po trzecie, bo jak mówią wtajemniczeni, Donald Tusk nie po to przeprowadzał siebie do rządowej willi na ulicy Parkowej, by teraz zmuszać rodzinę do kolejnych zmian. Po czwarte – polubił tę pracę, czuje się zadomowiony.

No i blisko do gabinetu. Dosłownie trzy minuty. Można urzędować niemal bez przerwy.

Podsumowanie.
Co sądzić o dziennikarzu, który popełniłby taki tekst?

sobota, 27 października 2012

Techniczny minister sprawiedliwości

Uzasadnienie:sprawność działania i gwarancja błyskawicznych rozpraw sądowych. Oszczędność czasu, pieniędzy i biurokracji. Na łamach swoich gazet przeprowadził błyskawiczne śledztwo:
I błyskawicznie wydał werdykt:

Powyższe przesłanki świadczą o tym, że ten Pan byłby dobrym kandydatem na technicznego ministra sprawiedliwości, ewentualnie na technicznego prokuratora generalnego.

niedziela, 21 października 2012

Atak na biskupa

Trudno uwierzyć w doniesienia organu prasowego Red. Warzechy o rzekomym wypadku, którego sprawcą miałby być biskup Piotr Jarecki. Sprawa wydaje się nieprawdopodobna, ponieważ ów biskup w ramach nauki Kościoła powiedział:
" Pamiętamy ciągle obowiązujące hasło, że dobrowolna, całkowita abstynencja wielu powinna prowadzić do trzeźwości wszystkich"
Zastanawiające jest jeszcze jedno. Otóż artykuł został opublikowany akurat w dniu, w którym na terenie całego kraju panowała wielka mgła niewiadomego pochodzenia. Przypadek?

niedziela, 14 października 2012

3 kroki do uzdrowienia polskiej kosmonautyki

Klucze do otwarcia drzwi do rozwoju lotów ma rząd, Donald Tusk. Tylko z jego inicjatywy mogą być podjęte działania, które prowadzą do tego, żeby w polskich lotach kosmicznych coś się zmieniło.
Krok pierwszy to uchwalenie ustawy o współpracy z NASA. To jest sytuacja trudna, która mogłaby się ciągnąć. Kwestia właściwego wyboru personalnego byłaby tutaj pod znakiem zapytania. Gdyby rząd i Donald Tusk zdecydowali się na uchwalenie ustawy, można by ją było przeprowadzić szybką ścieżką legislacyjną zaraz po Skoku Felixa Baumgartnera.
Drugim krokiem jest ustanowienie przedstawiciela Polski w NASA Mogłoby to nastąpić po odpowiednich zabiegach dyplomatycznych w USA Mogłaby się tym zająć legenda polskiej kosmonautyki Mirosław Hermaszewski oraz Profesor Wiesław Binienda do których trzeba zwrócić się listownie. Bez tego zabiegu mogłoby dojść do różnego rodzaju perturbacji. Zmiany daleko idące są niezmienne, jeżeli polskie loty kosmiczne oraz skoki spadochronowe mają stanąć na właściwym poziomie i nie chcemy być ciągle w ogonie światowego rankingu.
Trzecia propozycja to przyjęcie ustawy o lotach kosmicznych. Założenia dotyczą zarówno organizacji treningów, powołania Narodowego Centrum Rozwoju Lotów Kosmicznych, zmiany statusu skoczków i instruktorów Uregulowane zostaną loty na księżyc i finansowanie skoków spadochronowych ze znacznej wysokości  w Polsce. Według założeń do ustawy o lotach kosmicznych, miałyby status gałęzi nauki o szczególnym znaczeniu społecznym i podlegałaby szczególnej trosce ze strony państwa. Powołane miałoby być także Narodowe Centrum Rozwoju Skoków Spadochronowych, którego elementami będą Akademia Skoków Spadochronowych (o statusie szkoły wyższej), a także Instytut Badań nad Skokami Ze Znacznej Wysokości, jako jednostka badawcza zajmująca się opracowywaniem metod szkoleniowych. IBnSZZW miałby być współfinansowany przez państwo.
Taka jest moja koncepcja

sobota, 13 października 2012

Dobranoc


Słoneczko już gasi złoty blask
za chwilę niebo 
błyśnie czarem gwiazd
Dobranoc już...

Znów marsz

Propisowska gazeta objęła patronat nad marszem organizowanym przez szefa Młodzieży Wszechpolskiej w dniu Święta Niepodległości. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie hasło, które tej inicjatywie przyświeca - "Odzyskajmy Polskę". Robert Winnicki, szef Wszechpolaków a zarazem organizator marszu rzekł: – "Musimy skończyć z Republiką Okrągłego Stołu, która według nas jest niesuwerenna" (źródło: niezalezna.pl/33786-odzyskajmy-polske). Ciekawi mnie bardzo, co zamierzają zrobić, aby skończyć z ową Republiką Okrągłego Stołu? Przeglądając profil FB organizatora, mam pewne obawy.
Chciałbym zauważyć, że w Polsce to wyborcy decydują o tym, kto ma rządzić. Natomiast próby montowania kolejnych marszów przez środowiska z otoczenia partii, co to zawsze moralnie zwycięża, są przykładem niemocy i frustracji. Na śmieszność naraził się wczoraj Pan Prezes, który zamierza zgłosić konstruktywne wotum nieufności nie zważając na to, że Premier właśnie wotum zaufania otrzymał. (źródło)
ps. Nową twarzą kolejnego zrywu niepodległościowego będzie bokser Artur Szpilka.

wtorek, 9 października 2012

Smoleńsk!!

Witam po przerwie spowodowanej zapoznawaniem się poselskim narzędziem w postaci Ipada. Powiem krótko. Ciężko mi to idzie i mam z tym niemały kłopotek. Wracając do tematu. Wg mnie podstawowym błędem prokuratury ws. zamachu jest brak natychmiastowego ustosunkowywania się prokuratury do rewelacji Macierewicza i jego akolitów. Sprawa druga. Każdy zamach ma swój motyw. Kto i jak miałby ładunki wybuchowe wnieść? Chciałbym przypomnieć, że zginęli reprezentanci wszystkich partii politycznych. Ponadto prokurator generalny zdementował fantasmagorie Macierewicza. Po trzecie. Zauważyłem, że patriotyzm staje się coraz droższy. I jego cena na dziś wynosi już 720 złotych plus koszy przesyłki.
ps. W sprawie ostatniej debaty o zdrowiu i expose Tuska nie wypowiadam się, bo nie oglądałem. No i gdzie się podział techniczny premier?

czwartek, 4 października 2012

Sużba zdrowja

"W poniedziałek odbędzie się debata ekspertów na temat służby zdrowia organizowana przez PiS; wezmą w niej udział zarówno przedstawiciele lekarzy, jak i pacjentów"- rzekł opozycyjny Premier. Wg mediów, oprócz opozycyjnego Premiera, będzie świeżo upieczony techniczny Premier,
Prezes Kaczyński będąc Premierem właściwym bardzo dbał o ład i porządek służbie zdrowia. Dowód:
Po wtóre. Może obaj premierzy w końcu przyznają, że publiczna służba zdrowia jest nieefektywna. I to do tego stopnia, że osoba chcąca mieć przyzwoite warunki szpitalne, musi za to słono płacić. Doszło do tego, że  Prezes wpadł przez to w tarapaty finansowe. Donosił o tym kiedyś organ prasowy Red. Warzechy. Oto dowód: www.fakt.pl/Jaroslaw-Kaczynski-oddal-dom-krewnym-a-nie-Marcie,artykuly,137431,1.html
Podsumowując, z ciekawością przyjrzę się debacie.

TVSakiewicz


wtorek, 2 października 2012

Surowy wyrok Sądu Namiotowego

Sąd Namiotowy ogłosił, że Premier Tusk i osoby wymienione poniżej odpowiedzialni za fizyczną eliminację głowy państwa, prezydenta Polski, powinni ponieść najwyższy wymiar kary. Nikt w Polsce nie może być przeświadczonym, że zdrada państwa pozostanie czynem bezkarnym.
To się dzieje naprawdę, proszę Państwa.

na zdjęciu: siedziba Sądu Namiotowego

dżudżu


poniedziałek, 1 października 2012

Ziemkiewicz

Aż serce boli jak się przemęcza grzmiąc na różowy salon. A tymczasem prywatnie spędza czas na grillu u adwokata Michała Tuska vel Józefa Bąka. Jak widać Pan Dziennikarznie tylko pod namiot lubi wyskoczyć ale i na pieczone kiełbaski.
Oprócz Ziemkiewicza grillowali m.in. Danuta Holecka z TVP Info z mężem oraz satyryk, pisarz i dziennikarz Marcin Wolski i Ryszard Kalisz z partnerką
Wygląda na to, że Ziemkiewicz siedzi w salonie, jeno przy innym stoliku.
Źródło: