Klucze do otwarcia drzwi do rozwoju lotów ma rząd,
Donald Tusk. Tylko z jego inicjatywy mogą być podjęte działania, które
prowadzą do tego, żeby w polskich lotach kosmicznych coś się zmieniło.
Krok pierwszy to uchwalenie ustawy o współpracy z NASA.
To jest sytuacja trudna, która mogłaby
się ciągnąć. Kwestia właściwego wyboru personalnego byłaby tutaj pod
znakiem zapytania. Gdyby rząd i Donald Tusk zdecydowali się na
uchwalenie ustawy, można by ją było przeprowadzić szybką ścieżką
legislacyjną zaraz
po Skoku Felixa Baumgartnera.
Drugim krokiem jest ustanowienie przedstawiciela Polski w NASA
Mogłoby to nastąpić po odpowiednich zabiegach dyplomatycznych w USA
Mogłaby się tym zająć legenda polskiej kosmonautyki Mirosław
Hermaszewski oraz Profesor Wiesław Binienda do których trzeba zwrócić
się listownie. Bez tego zabiegu mogłoby dojść do różnego rodzaju
perturbacji. Zmiany daleko idące są niezmienne, jeżeli polskie loty
kosmiczne oraz skoki spadochronowe mają stanąć na właściwym poziomie i
nie chcemy być ciągle w
ogonie światowego rankingu.
Trzecia propozycja to przyjęcie ustawy o lotach kosmicznych.
Założenia dotyczą zarówno organizacji treningów, powołania Narodowego
Centrum Rozwoju Lotów Kosmicznych, zmiany statusu skoczków i
instruktorów Uregulowane zostaną loty na księżyc i finansowanie skoków
spadochronowych ze znacznej wysokości w Polsce. Według założeń do
ustawy o lotach kosmicznych, miałyby status gałęzi nauki o szczególnym
znaczeniu
społecznym i podlegałaby szczególnej trosce ze strony państwa. Powołane
miałoby być także Narodowe Centrum Rozwoju Skoków Spadochronowych,
którego elementami będą Akademia Skoków Spadochronowych (o statusie
szkoły
wyższej), a także Instytut Badań nad Skokami Ze Znacznej Wysokości,
jako
jednostka badawcza zajmująca się opracowywaniem metod szkoleniowych.
IBnSZZW miałby być
współfinansowany przez państwo.
Taka jest moja koncepcja

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz