"Cóż,
tylko krowa nie zmienia poglądów. Nadszedł ten dzień, kiedy podążając
za logiką prawdziwego i rzeczywiście kompetentnego eksperta, skłonny
jestem przyznać, że katastrofa smoleńska faktycznie była zbrodnią
przygotowaną z premedytacją przez Rosjan i wspartą taktycznie przez
polski rząd z Donaldem Tuskiem na czele.
Poniżej
przytaczam rozmowę z prof. D.Ucho, doskonałym polskim specjalistą
z dziedziny traseologii pojazdów bezśladowych. Wykształcony na
uniwerytecie technicznym Fry Air w Moron. Zaraz po studiach specialista
do spraw odlotów w kosmos na rosyjskim Bajkonurze, obecnie
współpracownik NASA, konsultant do spraw badania śladów sondy Cogito w
przestrzeni publicznej. W listopadzie 1981 wsławił się wyśledzeniem
radzieckiego samolotu szpiegowskiego na podstawie konsystencji smugi
kondensacyjnej.
Rozmowę przeprowadził dziennikarz fińskiego miesięcznika naukowego „Luuserit“ – H.Enki.
„TEN SAMOLOT MUSIAŁ SPAŚĆ“
H.E: Muszę
przyznać, że pański telefon bardzo mnie zaskoczył. Tym bardziej, gdy
dowiedziałem się, czego dotyczy. Dlaczego właśnie nasza gazeta? Dlaczego
nie Polacy?
D.U: Polakom
nie można ufać. Oni są okupowani. Prawda jest taka, że zamordowano nam
prezydenta. Moje badania dowodzą tego bezsprzecznie. Chciałbym
przedstawić światu swoje racje i potrzebuję dobrego medium. A że
pracowaliśmy już kiedyś razem podczas konferencji dotyczącej projektu
„Herkkäuskoinen“ (traseologia transcendentna – przyp red.), postanowiłem
spróbować.
H.E: Zatem
jakie są pańskie tezy profesorze. Przyznam, że trochę trudno uwierzyć w
to, co pan mówi. Polacy pewnie też nie będą chcieli.
D.U: Tak,
Polacy zrobili się bardzo naiwni, jednak posiadam wystarczające dowody,
by ich przekonać. Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Ten samolot w ogóle
nie miał prawa wystartować. Nie wiem jakim cudem Tuskowi udało się
wysłać maszynę w powietrze. Jednak w żadnym normalnym kraju nie mogłoby
to mieć miejca.
H.E: Jak to?
D.U: Ponieważ
Donald Tusk i Władimir Putin nie oddali Polakom wraku, zmuszony jestem
pracować na specjalnych, bardzo zaawansowanych modelach. Na podstawie
kilku fotografii rozwieję zaraz pana wątpliwości. Moja teza brzmi: Ten
samolot nie miał prawa oderwać się od ziemi.

D.U: Proszę
spojrzeć. Ta maszyna ma zupełnie nieaerodynamiczną sylwetkę. Skrzydło
umieszczone jest pod stanowczo zbyt dużym kątem, zupełnie, jak w
myśliwcach. To dziwne, bo Tu-154 to bombowiec. Powinien mieć długie i
szerokie skrzydła. Do tego zdecydowanie bardziej w środku kadłuba.
Widywałem ten samolot wielokrotnie wcześniej. Nigdy nie miał tych wad.
Jestem przekonany, że zmian dokonano podczas remontu w Samarze. Na
zlecenie Putina. Natomiast Tusk, jako odbiorca, miał obowiązek
sprawdzić, czy wszystko jest jak trzeba. To pierwszy dowód ich winy.
Warto również zwrócić uwagę na szybę kabiny. Jest ona umieszczona za
daleko od dziobu, co utrudnia widoczność. Ponadto znajduje się ona
właściwie nad głowami pilotów, w pozycji horyzontalnej. Przygotowano ją
tak specjalnie, by mogła się na niej osadzać sztuczna mgła.
H.E: A koła? Ja jestem laikiem, ale wydaje mi się, że one są przybetonowane.
D.U: Świetna
uwaga. Zrobiono to po to, żeby w razie gdyby fortel z mgłą nie spełnił
zadania, znaleźć wytłumaczenie dla podpalenia samolotu.
H.E: Podpalenia?
D.U: Tak.
Samolot miał być podpalony. Winę zrzuconoby na zatarte łożyska
podwozia, które wywołały pęknięcie ogumienia. Zaś jego rozgrzane
elementy uderzają w bak i wywołują pożar. No nie zna pan sprawy
Concorde’a? Dokładnie ten sam modus operandi. Czysta sowiecko – tuska
robota.

D.U: Przejdźmy teraz dalej. Widzi pan to?
H.E: Hmm. Brak wskaźników.
D.U: Tak.
Brak jakichkolwiek wskaźników. A więc kłamstwo. Niepodważalny dowód na
fałszowanie zapisu CVR. Przecież na taśmach słychać wyraźnie, jak
świętej pamięci pierwszy oficer odczytuje wysokość. A jak miał to zrobić
bez wysokościomierzy? I jak miał kontrolować ścieżkę bez
prędkościomierza i wariometru? Nazwijmy rzecz po imieniu. Polski pilot,
ś.p. kapitan Protasiuk został pozbawiony narzędzi i uniemożliwiono mu
uratowanie tego lotu. Został zdradzony.
H.E: O świcie?
D.U: Tego
akurat nie wiem. Brak mi danych, a nie chcę spekulować. W każdym razie
napewno przez Tuska, który dokonał odbioru przerobionej na maszynę
śmierci Tutki.

D.U: Kolejny dowód. Proszę zobaczyć. To przerażające.
H.E: Bez przesady, pani prezydentowa nie była aż tak straszna.
D.U: Pan
nic nie rozumie. Przecież tu nie ma drzwi. Para prezydencka wygląda
przez otwór w kabinie. To cud, że nie wypadli. Tak, czy inaczaj, aż taka
wyrwa w kadłubie musiała doprowadzić do wybuchowej dekompresji.
Przypuszczam, że nastąpiło to jeszcze w trakcie lotu na wysokości
przelotowej. Jest zupełnie prawdopodobne, że maski tlenowe – na skutek
manipulacji w Samarze – nie wysunęły się automatycznie i wszyscy zginęli
jeszcze w powietrzu. Tym niemniej taka wybuchowa dekompresja tłumaczy,
dlaczego ś.p. kpt. Protasiuk lądował pomimo mgły. On po prostu nie miał
wyjścia. Być może nie miał świadomości, że pasażerowie już nie żyją,
jednak wiedział na pewno, że przejście na drugi krąg, nie mówiąc już o
odlocie na lotnisko zapasowe, odbierze cenne sekundy i skaże pasażerów
na powolną śmierć.

D.U: A
tutaj zatrzymajmy się jeszcze na moment w sekcji prawego skrzydła.
Gołym okiem widać, że nie jest ono symetryczne względem lewego, zatem
mamy do czynienia z zaburzeniem aerodynamiki. Nie to jest jednak
najbardziej przerażające. Proszę zobaczyć. Tu w ogóle nie ma klap. A co
to oznacza?
H.E: Że wlewy paliwa były otwarte?
D.U: Ależ
skąd. Brak klap powoduje zmniejszenie siły nośnej. Są one niezbędne w
konfiguracji samolotu do lądowania, ponieważ ich wysunięcie generuje
dodatkową siłę nośną, niezbędną w sytuacji, gdy samolot zwalnia.
Natomiast ich brak powoduje, że samolot błyskawicznie zostaje
przeciągnięty i spada, jak kamień. Prosze pana, jestem absolutnie
przekonany, że ś.p. kpt. Protasiuk, pomimo fatalnej sytuacji wykonałby
prawidłowo procedurę go-around. No bo wiadomo, jak nie ma wyjścia, to
nie ma. I kapitan próbował tę procedurę wykonać. Dodał przecież mocy na
przepustnicach. Ale samolot nie zareagował. Nie miał siły nośnej.
H.E: To dlaczego samolot nie miał klap?
D.U: Zdemontowano je w Samarze. Kolejny dowód na spisek i zamach.

D.U: I w końcu rzecz kluczowa. Silniki. Jak pan zapewne wie, Tu-154 posiada trzy silniki. Są to motory turbowentylatorowe Sołowiow D-30KU-154, o mocy 103 kiloniutonów każdy. No to niech pan teraz spojrzy na zdjęcie. Czy te silniki wyglądają na 103 kN?
H.E: Wyglądają całkiem ładnie.
D.U: No
właśnie. A te prawdziwe wyglądają brzydko. Są znacznie większe. To, co
tu widzimy, nie wystarczyłoby na wygenerowanie mocy niezbędnej do lotu
musze. Są za małe i położone zbyt blisko siebie. A w dodatku
zdecydowanie za daleko od skrzydeł. Nie ma szans, by na czymś takim
wykonać go-around. I tutaj mamy kolejny dramat. Ustaliliśmy już, że ś.p.
kpt. Protasiuk wykonałby odejście z rozhermetyzowanym kadłubem, bez
przyrządów i bez klap. Jednak brak ciągu był – tak w ujęciu
metaforycznym, jak i dosłownie – gwoździem do 97 trumien.
H.E: Jak rozumiem, podmiany silnika dokonano w Samarze?
D.U: Ależ
panie, co pan? Czy pan mnie słucha w ogóle? Przecież ten samolot
wystartował z Warszawie i dłuższy czas leciał zgodnie z planem. To
musiała być akcja komandosów. Przeprowadzona w locie, ale już poza tzw.
obszarem, a w obrębie podejścia. Po to zresztą była ta mgła. Silniki
podmieniono, jednak przypuszczam, że coś poszło nie tak. Być może
wybuchło jakieś urządzenie. Tak, czy inaczej, przecież wyrwa w kadłubie
sama z siebie nie powstała. Prawda?
H.E: Prawda.
Dziękuję panie profesorze. Sądzę, że wobec takiej argumentacji nie
pozostaje nam nic innego, jak zgłosić tę sprawę do Trybunału
Europejskiego.
D.U: Ja również dziękuję za rozmowę. I przekażcie proszę wiadomość moim rodakom: Polacy, nie poddawajcie się. Prawda jest blisko!"
*Prof. D.Ucho przyjrzał się wrakowi z każdej strony i perspektywy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz