Obowiązki służbowe sprawiły, że Marsz oglądam dopiero od godzinki.
Patrząc na ten chaos, przypomniała mi się książka "Piraci Wysp
Śpiewających", a dokładniej wątek zupy filozofów. Oto on:
"Cud! Mówię ci, Marcinku, po prostu poezja!
-a ryba?— zapytałem.
-Nie. Zupa filozofów. Nigdy czegoś podobnego nie jadłeś. Zajrzałem do menażki. To, co zobaczyłem, przypominało zaprawę murarska˛zanieczyszczoną listkami z drzewa oliwnego. Byłem przekonany, że gdy zjem tę paćkę, zamuli mi kiszki.
-a ryba?— zapytałem.
-Nie. Zupa filozofów. Nigdy czegoś podobnego nie jadłeś. Zajrzałem do menażki. To, co zobaczyłem, przypominało zaprawę murarska˛zanieczyszczoną listkami z drzewa oliwnego. Byłem przekonany, że gdy zjem tę paćkę, zamuli mi kiszki.
- Jak to wujaszek zrobił?
Wujaszek przymrużył kpiąco oko.
-Samo się zrobiło. Wsypałem wszystko do menażki, a bożek kucharzy i włóczęgów dokonał reszty."
Wujaszek przymrużył kpiąco oko.
-Samo się zrobiło. Wsypałem wszystko do menażki, a bożek kucharzy i włóczęgów dokonał reszty."
Takie jest moje pierwsze wrażenie z
Marszu. Skandowanie "Jarosław", "Lech Kaczyński" naprzemian z pieśniami
kościelnymi, wycieranie sobie gęby Solidarnością. Chaos.
Obóz patriotyczny jak zwykle przekombinował
fotki z twittera:



Ten Traktat Lizboński podpisał...no kto..?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz