Otrzymałem warunkowe pozwolenie od
resortu (który dzisiaj wrócił do bazy po tygodniowej nieobecności) na
napisanie ostatniej notki podsumowującej dzisiejszą imprezę. Będzie
wielko.
Wielki wygrany - Prezydent RP Bronisław Komorowski wraz z małżonką.Odważył
się zaproponować swój marsz, nie bacząc na zagrożenia płynące z obozu
maksymalistycznego, drzewiej znanego jako drugi obieg lub obóz
prawdziwie patriotyczny. Obóz ten jest zdolny do emitowania fal
dźwiękowych zakłócających komunikację między mówcą a słuchaczem,
używając odgłosu paszczą (buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu). Marsz
Prezydenta nie był liczny, ale jakościowo najlepszy. Mistrzostwa
dopełniło wykonanie pieśni "My pierwsza brygada", po której przeszły
ciarki przeszły mi po plecach.
Wielki niezorientowany w temacie - premier opozycyjny Jarosław Kaczyński.
Słuchając jego kuriozalnej przemowy z Krakowa odniosłem wrażenie, że
nie za bardzo wiedział, co stało się w Warszawie. Wypominanie
nieobecności Premiera Tuska samemu będąc nieobecnym, zaliczeniu swojego
śp. brata do największych w historii Polaków ( osobiście znam
większych), czy też zlekceważenie hymnu państwowego wykonywanego przez
swoich czcicieli. Ponadto jego przyboczni również mieli miny w
konfiguracji między żałobą a nie_wiem_co_dzieje_sie.
Wielka wtopa - Zaliczył
ją VIPler Przemysław, opisany w mojej poprzedniej notce. Stojący obok
internauta sprawił, iż jego wersja przebiegu zdarzeń rozsypała się jak
domek z kart do gry w pokera.
Wielcy poszkodowani -
środowisko prawicowe, które było nastawione pokojowo. Na skutek
nieformalnej koalicji z ultranarodowcami, przypięto im łatkę zadymiarzy.
Ale oglądając materiały z marszu widać, że bandyci w kominiarkach nie
byli opcją dominującą. Może wyciągną wnioski, że z buszmenami w sprawach
wzniosłych nie należy wchodzić w układy.
Wielka kompromitacja-
dorodni, młodzi w kominiarkach, którzy swoim zachowaniem sięgali bruku, a
dokładniej kostki brukowej. Nazw organizacji nie wymieniam. Uważam, że
sprawdziliby się w jakimś buszu lub afrykańskiej dżungli.
Wielka ściema - grupa
dziennikarzo-publicystów drugiego obiegu, którzy straszne plątali się w
relacjonowaniu wydarzenia próbując obwinić policję o prowokowanie
zamieszek. Na szczęście sprawa się rypła.
To tyle. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz