niedziela, 24 czerwca 2012

rozbiory

Od zarania dziejów Kościół dążył do supremacji władzy religijnej nad świecką. Cel był prosty: podporządkować władzę świecką Kościołowi by objąć niepodzielnie rządy dusz i wyłudzać kasę.  Kościół zawsze będzie zwalczał silną władzę, bo od słabych, zmuszonych do szukania poparcia z ambony da się wyłudzić więcej. Polska była areną, poligonem tej walki. Niestety, w naszym przypadku wygrał ten Kościół. Za osłabienie państwa i podporządkowanie go temu Kościołowi zapłaciliśmy cenę straszliwą, najwyższą w Europie. 
Pierwszy raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w 1079r. Bolesław Śmiały odbudował potęgę Chrobrego. Z powodzeniem interweniował na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, skutecznie bił Niemca. Ale duchowieństwo było wtedy w 80% niemieckie. Śmiały nie walczył z Kościołem, wręcz przeciwnie - umacniał go. Jego władza była jednak dla Kościoła zbyt silna. Pisaliśmy już o historii spisku, śmierci biskupa Stanisława i wygnaniu króla. Przypomnijmy tylko, że Gal Anonim, przecież zakonnik, w swojej kronice nazywa biskupa traditor - zdrajca.  Wbrew kłamstwom Kościoła - zdrajca w sutannie nie został zamordowany, tylko zgodnie z prawem skazany przez sąd za zdradę i stracony. Gdyby było inaczej, to natychmiast w glorii męczennika zostałby świętym - wszak każdy kult jest złotodajny dla kleru. Taki św. Wojciech został kanonizowany zaledwie dwa lata po śmierci! W przypadku Stanisława okazji zwyczajnie nie było, bo ludzie zdrajcę pamiętali. Wymazywanie zdrady z pamięci narodu zajęło oszustom w sutannach aż 174 lata. Wydatnie pomógł najazd tatarski w 1241 r., który spustoszył Polskę.   
Drugi nóż tkwił w polskich plecach aż 168 lat, podczas rozbicia dzielnicowego. Kościół wszelkimi sposobami osłabiał państwo, szczuł na siebie książąt dzielnicowych. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzał kolejne nadania i przywileje. W ten sposób zupełnie zanarchizował Polskę i stała się ona areną nieustannej wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom daninę lenną. Nie była w stanie uporać się z najazdami Prusaków i ściągnęła sobie na kark zakon krzyżacki.  Spośród plejady zdrajców w sutannach, wymienić trzeba takich łotrów jak arcybiskupi gnieźnieńscy: Jakub ze Żnina, Janik, Henryk Kietlicz; biskupi krakowscy: Gedko, Paweł z Przemankowa i Muskata; wrocławscy: Wawrzyniec, Tomasz I i Tomasz II oraz biskup poznański Andrzej. Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą.Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego, pomijając pomniejszych książąt. Klątwa oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych władcy zwalniano z posłuszeństwa wobec niego. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?  Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) i w Borzykowie (1210 r.) Kościół, wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę i potrzebował złota na wojsko i zabiegi dyplomatyczne, papież zmusił go do zwiększenia "świętopietrza".   
Trzeci nóż w plecy - zakon krzyżacki. Nie wolno zapominać, że był to po prostu katolicki zakon podległy papieżowi. Przypomnijmy, że patronką krzyżackich morderców była... Najświętsza Maria Panna - ta sama która jest Królową Polski. Krzyżacy, jak to duchowni, sfałszowali tzw. dokument kruszwicki, którym Konrad Mazowiecki rzekomo nadał im całe Prusy. Następnie wystarali się uznanie swego państwa jako lenno papieskie. Tym manewrem zapewnili sobie przewagę nad Polską. Papież zaś uzyskał skuteczny środek nacisku na polskich królów w celu ich osłabienia.  W sporach z Polską, głównie o Pomorze i krwawe najazdy, Krzyżacy mieli stałe poparcie całego Kościoła (także biskupów i całego kleru polskiego), który przecież nie działałby na szkodę swojego lennika. Korzystne rozstrzygnięcia Polska musiała... kupować. A potem następowała rewizja procesu i sprawa toczyła się od nowa. Kościół zrobił sobie z Polski dojną krowę. Polska najdłużej i najobficiej płaciła złodziejom w sutannach świętopietrze. Tylko za panowania Zygmunta Starego wysłano z Polski do Rzymu 2 tys. wozów ze złotem i srebrem. Tę grabież przerwali dopiero Ewangelicy.   
Czwarty raz nóż w plecy Kościół papieski wbił Polsce w czasie wojny trzynastoletniej (1454-1466). Kiedy mieszkańcy państwa krzyżackiego zbuntowali się i poddali Polsce, Kościół całym swym autorytetem wsparł Krzyżaków. Legat papieski de Silves wyklął Związek Jaszczurczy za bunt. Po wybuchu wojny, w roku 1455 papież Kalikst III wyklął Związek Pruski i jego sojuszników, a więc i Polskę.  Kościół rozwinął przeciwko Polsce akcję dyplomatyczną. Krzyżacy, mając moralne i polityczne wsparcie papieży oraz finansową i militarną pomoc z Niemiec, mogli z powodzeniem prowadzić wojnę. Toteż wlokła się aż 13 lat. Legat papieski Lando w roku 1462 na sejmie w Piotrkowie bronił Krzyżaków, legat von Rudesheim, kiedy klęska Krzyżaków była już przesądzona, doprowadził do wstrzymania walk i uchronił zakon przed likwidacją. Potem Kościół nigdy nie uznał pokoju toruńskiego, uważając ziemie zakonu za swoją własność, a polskie roszczenia za świętokradztwo. Na tym polu Kościół szkodził Polsce jeszcze przez wieki na wszystkie możliwe sposoby. Szukał przy tym wsparcia Habsburgów i sam ich wspierał. 
Piąty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w czasie "wojny popiej" w 1478. Wkrótce po pokoju toruńskim Kościół podjął próbę odzyskania Warmii, używając do tego biskupa Tungena oraz wciągając do gry Krzyżaków oraz króla Węgier Macieja Korwina.. Tungen przedostał się na Warmię, a Krzyżacy urządzili najazd na Pomorze. Legat papieski Baltazar Piscii wyklął króla Kazimierza Jagiellończyka i jego syna Władysława, króla Czech, za przeszkadzanie Korwinowi w wojnie z Turkami. Zwolnił tez Krzyżaków i mieszkańców Prus z przysięgi wierności królowi polskiemu.  Kościół liczył, że król Kazimierz ugnie się przed klątwą. Król jednak okazał stanowczość, uderzył na Warmię, pobił Krzyżaków, a z Węgrami zawarł pokój. Musiał jednak zabiegać w Rzymie o zdjęcie klątwy. Tym Kościół zmusił go do pozostawienia Tungena na diecezji warmińskiej i nie dopuścił do likwidacji zakonu krzyżackiego co król zamierzał, bo za bunt miał do tego prawo jako suweren.  Szósty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w r. 1515 w czasie zjazdu wiedeńskiego. Zawarto wtedy układ, na mocy którego Zygmunt Stary i Kazimierz Jagiellończyk, król Czech i Węgier, oddali Niemcom Habsburgom Czechy i Węgry. Za darmo! Tylko za zerwanie przez Habsburgów sojuszu z Moskwą.  W polskiej dyplomacji rej wówczas wodzili biskupi Drzewiecki i Tomicki, papiescy niemieccy agenci. Kościół popierał wtedy Niemców, bo Polska słusznie nie kwapiła się do planowanej przez papieża wojny z Turcją. Dwa lata później Marcin Luter ogłosił swoje tezy. Niemców czekał wstrząs reformacji i wojny domowe...
Siódmy raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w 1520 roku. W czasie wojny z Krzyżakami, gdy zakon już został pobity na głowę i czekała go nieuchronna likwidacja i wcielenie Prus do Polski, legat papieski Ferreri zagładzie zakonu zapobiegł. Trzeci raz Kościół ocalił Krzyżaków morderców.  Ósmy raz w roku 1577, gdy Kościół popierał elekcję cesarza Maksymiliana Habsburga na tron Polski przeciw Batoremu. Prymas Uchański - wraz z senatorem, któremu przewodniczył i w którym prym wiedli biskupi - dokonał zamachu, ogłaszając królem Niemca. Ogół szlachty obwołał królem Batorego. Maksymilian postanowił więc zająć tron Polski siłą. Zawarł układ z Moskwą, w którym zaplanowano rozbiór Polski. Habsburgom miała przypaść Polska, Moskwie - Litwa. W Rzymie, bliskim współpracownikiem papieża był wówczas zdrajca kardynał Hozjusz (obecny kandydat na świętego!). Jakoś Kościołowi nie przeszkadzało, że Litwa miała stać się łupem prawosławnej Moskwy. Moskwa, zgodnie z układem, uderzyła w roku 1578 na Polskę i zajęła Inflanty. Tragiczną sytuację Korony uratowała niespodziewana śmierć Maksymiliana. Wojna z Moskwą już jednak trwała i wyniszczała kraj.  Stanowcza akcja Kościoła pokrzyżowała plany Kościoła i Uchańskiego. Sterujący zamachem nuncjusz papieski musiał uciekać do Wrocławia pod skrzydła Habsburgów. Niestety, sytuacja zmusiła króla do pozyskiwania sojuszników ustępstwami. Musiał uznać Hohenzolerna brandenburskiego jako kuratora obłąkanego księcia Prus Albrechta. Dzięki Kościołowi kolejny raz zmarnowana została okazja wcielenia Prus do Polski.
Dziewiąty raz w 1582 roku, kiedy pobita przez Batorego Moskwa prosiła o pokój. Car Iwan Groźny w obliczu całkowitej klęski w toczonej od czterech lat wojnie zaczął mamić papieża obietnicami zawarcia unii prawosławia z Rzymem i swego udziału w wojnie z Turcją. Papież wysłał do Moskwy swego legata, jezuitę Possevina, który pośredniczył w rokowaniach pokojowych. Ten działał ze szkodą dla Polski i zmarnował Batoremu owoce wielkiego zwycięstwa. Można było uzyskać znaczne lepsze warunki pokoju.  Po zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim car zaczął grać na zwłokę. Gdy Kościół zrozumiał że został wystawiony do wiatru, zaczął namawiać Batorego do kolejnej wojny obiecując 25 tys. dukatów subsydiów miesięcznie. Jednak plany wojenne pokrzyżowała śmierć króla Stefana. Powiedzenie o „nożu w plecach” przytacza się u nas najczęściej w odniesieniu do bolszewickiego ataku na Polskę 17 września 1939 roku. Bardzo niesłusznie...  Dziesiąty raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy po zwycięstwie pod Byczyną. Na elekcji w 1587 r. Kościół aktywnie popierał kandydaturę arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, syna cesarza niemieckiego. Działał wówczas nuncjusz papieski Hannibal z Kapui, krążyło niemieckie złoto na łapówki. Szlachta wybrała jednak na króla Zygmunta III Wazę. To nie przeszkadzało mniejszości podjudzanej przez papieskiego nuncjusza „wybrać” następnego dnia Maksymiliana. „Wybór” ogłosił i prawo złamał katolicki biskup Woroniecki.  Wybuchła wojna, wojska niemieckie wkroczyły do Polski, usiłowały zdobyć Kraków, spustoszyły szmat kraju. Kanclerz i hetman Jan Zamojski wyparł je na Śląsk, rozbił pod Byczyną i wziął do niewoli Maksymiliana. Wytworzyła się wspaniała dla Polski sytuacja: Niemcy pobici, syn cesarza wzięty do niewoli, w której spędził prawie dwa lata. Nie okupowano, niestety, Śląska.  Zagrożeni przez Turcję Habsburgowie, których władza w Niemczech była poważnie osłabiona postępami reformacji, byli w poważnych kłopotach. Wtedy jak zwykle włączył się Kościół. Papież przysłał swego legata Aldobrandiniego (późniejszy papież Klemens VIII), by doprowadził do porozumienia – oczywiście, korzystnego dla Niemców. Zawarto „wieczyste przymierze”. Polska na swoim zwycięstwie nie zyskała NIC, nawet nie podjęto próby odzyskania choćby części Śląska. A przecież diecezja wrocławska należała nadal do polskiej prowincji kościelnej. Legitymacja więc była. Maksymiliana wypuszczono z niewoli „na słowo”, które natychmiast złamał. Skończyło się kompromitacją Polski i jej króla. Kolejny raz, gdy wróg został pobity (patrz: nóż czwarty, piąty, siódmy i dziewiąty), Kościół zmarnował Polsce owoce zwycięstwa.  Jedenasty raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy na sejmie w roku 1589, torpedując pierwszą próbę naprawy państwa – projekt uregulowania wolnych elekcji. Przedstawił go kanclerz Jan Zamojski, chcąc uniknąć niechybnej katastrofy: spośród trzech dotychczasowych elekcji dwie skończyły się groźnymi wojnami, nie mówiąc o szalejącej na elekcjach korupcji.  Mądry Kanclerz proponował, by kandydować mogli tylko potomkowie króla, a jeśli by ich nie było – kandydaci krajowi. To eliminowało Niemców Habsburgów. Chciał też skrócić czas bezkrólewia, które anarchizowało państwo, wykluczyć biorących pieniądze z zagranicy i pozbawić prawa głosu hołotę szlachecką, klientelę magnatów. Taki program reform bił wprost w Kościół i jego sojuszników Habsburgów. Toteż nuncjusz papieski di Capua, płatny agent Habsburgów, przed sesją sejmu zobowiązał biskupów, by bronili przywilejów Kościoła, a więc swoich. Prymas Karnkowski, który przewodniczył senatowi, zażądał, by królem mógł być tylko katolik. Innowiercy gotowi byli ustąpić pod warunkiem zaprzysiężenia konfederacji warszawskiej. Na to nie zgodzili się biskupi, kierowani zza kulis przez nuncjusza. Projekt Kanclerza upadł, a nuncjusz słał triumfalne listy do papieża, co bez wątpliwości określało, komu służyła w Polsce anarchia. Brak prawnych uregulowań elekcji pozwolił Kościołowi w przyszłości pogwałcić dwie elekcje (o czym niżej), co zaważyło na losach Polski.  Dwunasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w 1596 r., zawiązując unię brzeską. Unia ostatecznie zburzyła w Rzeczypospolitej pokój religijny, który był podstawą jej potęgi. Gwarantowała go konfederacja warszawska, uchwalona przez sejm w 1573 r. Ten pokój religijny był solą w oku Kościoła katolickiego, gdyż zbory protestanckie rozwijały się o wiele prężniej niż katolickie parafie. Toteż biskupi na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. rzucili na akt konfederacji klątwę. Papież potwierdził tę klątwę bullą z 1578 r. Konfederacja warszawska, akt bezprzykładnej tolerancji religijnej w ówczesnej Europie, został przez UNESCO wciągnięty na listę Pamięć Świata. Tomasz Jefferson przyznawał, że pisząc konstytucję amerykańską, wzorował się na konfederacji warszawskiej. Smaczku temu dodaje, że jest to akt przez Kościół nadal wyklęty, co daje obraz „tolerancyjnego” i „miłosiernego” Kościoła. Tolerancyjnego i miłosiernego inaczej...  Kościół dążył do podporządkowania prawosławia. Zabiegi legata Possevino przedstawiono przy dziewiątym nożu. W 1589 r., wykorzystując utworzenie patriarchatu moskiewskiego, Kościół przy pomocy jezuitów przekonał Zygmunta III do zawiązania unii i uznania jej za jedyną reprezentację „religii greckiej” w Rzeczypospolitej. Skutki, dokładając do tego wyjątkowo partackie wykonanie, były dla Polski straszliwe. W czasie synodu w Brześciu, w którym brało udział aż 44 jezuitów (!), hierarchowie uniccy i prawosławni obrzucili się nawzajem klątwami. Dzięki uznaniu unii przez Wazę – „króla jezuitów” – i faktycznej delegalizacji prawosławia, unici, korzystając ze wsparcia władzy państwowej, siłą odbierali prawosławnym cerkwie, klasztory i majątki. Dochodziło do najazdów, morderstw, regularnych bitew. Nienawiść ludu ruskiego do Polski i Kościoła rosła, aż wybuchła w okrucieństwie słynnych rzezi w czasie powstań kozackich. Kozacy ogłosili się obrońcami prawosławia, a stałym punktem ich żądań była likwidacja unii. Ich powstania z czasem przekształciły się w wojny religijne. Zaczęli przy tym szukać poparcia w Moskwie. Unia brzeska dała Moskwie pretekst do ingerencji w sprawy polskie. Powstanie Chmielnickiego wykrwawiło Polskę i złamało jej potęgę, a wykorzystały to Rosja i Szwecja. To Kościołowi Polska zawdzięcza wszystkie swoje klęski w XVII wieku, które były przyczyną późniejszej utraty niepodległości. Wszystkie wojny w XVII wieku Polska toczyła z państwami innych wyznań. 
Trzynasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, wciągając ją w dymitriady. Kolejną okazję podporządkowania prawosławia Kościół dostrzegł po pojawieniu się Dymitra Samozwańca. To nuncjusz papieski Rangoni w 1604 r. osobiście wprowadził Samozwańca do „króla jezuitów” i zapewnił jego poparcie dla moskiewskiej awantury. Włączyli się biskupi i jezuici, tym bardziej że oszust potajemnie przyjął katolicyzm i obiecał go krzewić w Rosji. Wyprawę w 1609 roku papież Paweł V ogłosił krucjatą, nawet pobłogosławił dla Zygmunta III miecz i kapelusz – atrybuty „rycerza Kościoła”. Skończyło się katastrofą. Polacy zostali z Moskwy przegnani, Wielka Smuta do dziś jest dla Rosji pretekstem do poczynań nieprzyjaznych wobec Polski, a rocznica wygnania polskich interwentów jest świętem narodowym Rosji. Wojsko po powrocie zażądało zapłaty żołdu w wysokości... 20 milionów złotych! Zawiązało konfederację i zanim sejm uchwalił podatki, zaczęło łupić kraj. Kler katolicki dał na krucjatę... 300 tys. zł! Straszliwy to rachunek za chodzenie na pasku Kościoła. 
Po raz czternasty Kościół wbił Polsce nóż w plecy w roku 1605, kiedy „król jezuitów” i najbliżsi mu senatorowie, w większości biskupi, wyrazili zgodę na objęcie opieką obłąkanego księcia Prus Albrechta przez elektora brandenburskiego – Joachima Hohenzollerna. Kanclerz Zamojski wcześniej nie dał się Niemcom przekupić, ale teraz załatwiono sprawę gładko, po cichu i... bez zgody sejmu! Kolejna okazja wcielenia Prus do Polski została zmarnowana. Kościół i król liczyli na pomoc Hohenzollerna w odzyskaniu tronu Szwecji i jej rekatolicyzacji, szczególnie że toczyła się właśnie wojna z nią. Jak zawsze za rojenia Kościoła rachunek zapłaciła Polska. 
Piętnasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, doprowadzając do wojny domowej – rokoszu Zebrzydowskiego. Na sejmie w 1605 r. Zygmunt III chciał wzmocnić władzę królewską, wprowadzić stałe podatki, powiększyć armię. Wszystko upadło, ponieważ król, będąc pod przemożnym wpływem jezuitów, nuncjusza i biskupów, odmówił podpisania uchwał sejmu, w tym potwierdzenia konfederacji warszawskiej. Oburzona szlachta, jasno widząc dążenie do rządów absolutnych, pełnej katolicyzacji kraju i ograniczenia uprawnień sejmu, podjęła program obrony tolerancji religijnej, niezbędnej w państwie wielowyznaniowym. Na sejmie w 1606 r. stanął projekt „konstytucji przeciw tumultom”. Chodziło o ukrócenie inicjowanych przez jezuitów pogromów religijnych poprzez karanie ich sprawców. Dotychczas zbrodniarze, osłaniani przez kler, byli bezkarni. Uzgodniony już projekt król dał do oceny... jezuitom – Skardze i Bartschowi. Ci uznali, że jest szkodliwy dla wiary katolickiej. Po ich nocnej akcji biskupi, z urzędu senatorowie, mimo uprzedniej zgody, zablokowali ustawę w senacie. Przepadły także uchwały o podatkach na wojsko. Osobistym, specjalnym listem za pobożność i obronę wiary katolickiej dziękował „królowi jezuitów” papież. Wybuchł bunt – rokosz kierowany przez katolika Zebrzydowskiego. Wojska królewskie zwyciężyły rokoszan w bratobójczej bitwie pod Guzowem. Program reform i wzmocnienia władzy królewskiej jednak upadł. Zwyciężyła idea „złotej wolności”, której piewcami stali się jezuici, wychowawcy młodzieży. Kościołowi słabe państwo i anarchia zawsze najbardziej odpowiadały.
Po raz szesnasty Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce w 1612 r., kiedy po śmierci wspomnianego obłąkanego Albrechta (nóż ósmy i trzynasty) wyrażono zgodę na objęcie Prus w lenno przez Hohenzollerna brandenburskiego, zamiast wcielić je do Polski. Stało się to mimo uchwały sejmu pruskiego o unii z Polską na prawach Litwy. Sejm pruski postawił jeden warunek: urzędy w luterańskich Prusach miały być obsadzane tylko przez ewangelików. To było dla Kościoła nie do przyjęcia, bo znacznie wzmocniłoby pozycję ewangelików w Polsce. Kościół rozwinął akcję rękoma nuncjusza, jezuitów i biskupów, którzy byli senatorami, a doszły niemieckie łapówki. Polscy biskupi zdrajcy woleli oddać Prusy Niemcom. Wykorzystali, że opinia szlachecka żyła interwencją w Rosji, toteż sprawa nie wzbudziła większego zainteresowania. Takie to są „zasługi Kościoła dla Polski”.
Po raz siedemnasty Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy w roku 1619, sprowadzając na kraj najazd turecki i szwedzki. Węgrzy powstali przeciw katolickiemu terrorowi Habsburgów, wsparł ich książę Siedmiogrodu, lennik turecki Bethlen i obległ Wiedeń. Czesi zdetronizowali Habsburgów i przysłali mu posiłki. Rozpalała się wojna 30-letnia. „Król jezuitów” Zygmunt III wysłał „braciom katolikom” Niemcom na pomoc korpus 10 tys. lisowczyków. Bez zgody sejmu, wbrew protestom kanclerza i hetmana Stanisława Żółkiewskiego! Za darmo! Naciskał na króla Kościół: nuncjusz papieski Ruini, prymas Gembicki – przewodniczący senatu – i podkanclerzy biskup Lipski. Lisowczycy rozbili Węgrów pod Humiennem. Pobity Bethlen zdał relację sułtanowi Osmanowi II. Jak ostrzegał hetman, na Polskę spadł najazd turecki. Ale właśnie o wplątanie Polski w wojnę z Turcją chodziło Kościołowi i zdrajcom w sutannach. Cel osiągnęli. Szczupłe siły polskie przegrały pod Cecorą w 1620 r. Głowa Żółkiewskiego zawisła na bramie w Stambule, a hetman polny Koniecpolski dostał się do niewoli. Tatarzy spustoszyli Podole aż po Lwów. Nie było komu bronić... Miesiąc po Cecorze katolickie wojska Habsburgów pobiły Czechów pod Białą Górą. Czechy na 300 lat straciły niepodległość. Główną rolę w bitwie odegrali lisowczycy. Ci, których zabrakło w Polsce! W następnym roku, przewidując ponowny najazd, sejm uchwalił podatki aż osiem razy większe! Połowę wojska mieli stanowić prawosławni Kozacy prześladowani przez unię brzeską. Ani trochę nie otrzeźwiło to katolickich fanatyków. Obrona Chocimia zatrzymała najazd, ale Polska straciła Mołdawię. Czyli wojna przegrana. Najgorsze, że został zerwany pokój z Turcją trwający od ponad 100 lat. Polska stała się celem ataku tureckiego. Okazji nie przepuścili Szwedzi i uderzyli na osłabioną Polskę. Nie miał jej kto bronić, bo wojska poszły na Turków. „Bracia katolicy” Niemcy na pomoc nie przyszli. Na domiar złego ludność miała już dość katolickiego terroru jezuitów i otworzyła Szwedom bramy Rygi. Wojna była niepotrzebna, bo Szwedzi gotowi byli zawrzeć pokój, byle król zrezygnował z pretensji do ich tronu. Ale była w interesie Kościoła i katolickich Habsburgów, którzy chcieli, aby Szwedzi bili się w Polsce, z dala od teatru wojny 30-letniej. To te „zasługi Kościoła dla Polski”. 
Osiemnasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy czasie powstania Chmielnickiego. W 1648 r. po klęsce pod Korsuniem do niewoli dostali się hetmani. Mimo krytycznej sytuacji interrex prymas Łubieński (trwało bezkrólewie po śmierci Władysława IV) i podkanclerzy biskup Andrzej Leszczyński (ten miłosierny po katolicku biskup, przywódca partii wojennej, chciał utopić powstanie kozackie we krwi), sterowani przez nuncjusza papieskiego de Torres, nie dopuścili do oddania dowództwa wojsk wybitnym wodzom Radziwiłłowi i Firlejowi, bo... byli oni ewangelikami. Bali się wzrostu znaczenia ewangelików po zwycięstwie ewangelickiego wodza. Złamali zasadę, że pod nieobecność hetmanów koronnych dowodzą litewscy. Kalwin Radziwiłł był polnym litewskim. Kościół jest zatem pośrednim sprawcą haniebnej klęski pod Piławcami i rozpalenia powstania na całej Ukrainie. Potem Kościół rękoma nuncjusza, biskupów (z urzędu senatorów) i jezuitów nie dopuszczał do wejścia w życie zawartych z Kozakami ugód zborowskiej i białocerkiewskiej. W efekcie po każdej wybuchała kolejna wojna. Nienawiść tak narastała, że w kolejną ugodę hadziacką nikt już nie wierzył. Kościół szkodził Polsce, by nie dopuścić do uszczuplenia swoich przywilejów – do wejścia hierarchów prawosławnych do senatu i przywrócenia praw prawosławiu. Z osłabiania Polski przez Kościół skorzystała Rosja. 
Dziewiętnasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w roku 1657, kiedy zawarto traktat welawsko-bydgoski, który uniezależnił Prusy od Polski. Po skutecznym najeździe na Prusy, zamiast najechać na Brandenburgię i rzucić elektora na kolana, nie wiedzieć czemu postanowiono negocjować jego przejście do obozu antyszwedzkiego. Negocjacje powierzono komisarzom: biskupowi Warmii Wacławowi Leszczyńskiemu i hetmanowi polnemu litewskiemu Gosiewskiemu. Biskup Leszczyński tytułował się „księciem cesarstwa” (oczywiście niemieckiego), był przyjacielem elektora, „jego człowiekiem” w senacie Polski. Ten zdrajca po wkroczeniu Szwedów złożył elektorowi hołd i poddał mu Warmię. Jak komuś takiemu można było powierzyć negocjacje?! Stali za tym nuncjusz papieski Vidoni, prymas Andrzej Leszczyński (kuzyn biskupa „negocjatora”) i podkanclerzy biskup Trzebicki, dwaj ostatni zaprzedani papiesko-niemieccy agenci. Kościół i Habsburgowie akurat wtedy, po śmierci cesarza Ferdynanda III Habsburga, zabiegali o wybór na tron cesarski Leopolda Habsburga. Wybierali elektorzy, a jednym z nich był właśnie brandenburski, książę Prus, lennik Polski. O ten głos toczyła się gra za polskimi plecami. Ceną było uwolnienie Prus spod polskiego zwierzchnictwa. Elektora zwolniono od obowiązku lennego, Habsburg głos dostał. Cenę, dzięki Kościołowi, zapłaciła Polska. W czasie „negocjacji” brzęczało też brandenburskie złoto. Wiadomo o łapówce 10 tys. talarów, jaką wziął Gosiewski. Biskup Wacław Leszczyński również otrzymał zapłatę – za taką przysługę dla Kościoła i Habsburgów został prymasem Polski, co dało mu przewodnictwo w senacie i wielki wpływ na polską politykę. To i brał dalej łapówki od elektora razem ze swoim bratem Janem – podkanclerzym, potem kanclerzem koronnym. 
Dwudziesty raz Kościół wbił nóż w plecy Polsce w roku 1660: na sejmie stanęła sprawa reformy państwa, w tym wyplenienia liberum veto. Po tragedii potopu była powszechna zgoda posłów na reformę. Zniesienie liberum veto było krokiem najważniejszym, jak pokazała przyszłość. Sprzeciwili się tej uchwale biskup krakowski Trzebicki i prymas Wacław Leszczyński wraz z bratem Janem, agenci habsburscy. Sterował nimi poseł habsburski de Lisola. Dla Kościoła i obcych mocarstw liberum veto było instrumentem bardzo wygodnym – łapówki brali pojedynczy posłowie, zamiast całych stronnictw. Jezuici, wychowawcy szlacheckiej młodzieży, wpajali jej, iż jest to fundament szlacheckiej wolności. Wkrótce liberum veto zupełnie zanarchizowało Polskę, pozostało symbolem polskiej głupoty i warcholstwa. Między innymi dzięki niemu szczuci przez Kościół katoliccy fanatycy w roku 1668 odstępstwo od katolicyzmu zaczęli karać banicją z kraju, a w 1733 r. odebrali ewangelikom i prawosławnym prawa publiczne. Ta nietolerancja dała pretekst ościennym, innowierczym mocarstwom do ingerencji w sprawy Polski.
 Dwudziesty pierwszy raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w roku 1677, uniemożliwiając Janowi III odzyskanie Prus. Król zawarł traktat z Francją, następnie pokój z Turcją w Żórawnie. W sojuszu ze Szwecją zamierzał pobić Brandenburgię i odzyskać Prusy. Wiele wysiłku kosztowało Sobieskiego doprowadzenie do takiej konfiguracji politycznej. Uderzyć na wiecznie wrogą Polsce Brandenburgię w koalicji, pod osłoną Francji! Jakże inaczej potoczyłaby się historia. Tymczasem Kościół i Habsburgowie za wszelką cenę chcieli utrzymać Polskę w stanie wojny z Turcją. Papież naciskał króla listami, zza kulis intrygował jego nuncjusz, płynęło niemieckie – austriackie i brandenburskie – złoto na łapówki. Opozycją kierowali biskupi Trzebicki i Wierzbowski, a na Litwie Pacowie; wśród nich dwaj biskupi. Wspierali ich zaciekłą propagandą Kościoła przeciw pokojowi z „pogańską” Turcją księża z ambon i jezuici. Toteż opozycja napędzana niemieckimi łapówkami i „słowem bożym” Kościoła przegłosowała na sejmie... redukcję wojska! Osamotniona Szwecja przegrała wojnę z Brandenburgią. Ostatnią okazję odzyskania Prus po raz kolejny zmarnował Polsce Kościół. To te „zasługi Kościoła dla Polski”.
Dwudziesty drugi raz Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce, gwałcąc elekcję w 1697 r. Królem wybrano Francuza, księcia Contiego, a prymas Radziejowski wybór ogłosił. Nie chciała się z tym pogodzić partia antyfrancuska, wspierana przez Kościół i opłacana niemieckim złotem. Wydali już przecież ogromne sumy na łapówki. Ta elekcja była „orgią pijaństwa i korupcji”. Interesów Kościoła i Habsburgów pilnował nuncjusz papieski Davia. Habsburgowie bowiem podporządkowali sobie dwór papieski, także tam płacąc dostojnikom sowite łapówki. Jakub Sobieski przepadł przez gorszący spór z matką. Kandydatem partii habsburskiej został elektor saski August Wettin. Ale był luteraninem. Na trzy tygodnie przed elekcją... przeszedł na katolicyzm i obiecał Kościołowi skatolicyzować Saksonię. Davia poświadczył mu katolicką prawowierność. Na łapówki sam August wydał prawie milion talarów. „Wybór” ogłosił klient Habsburgów, biskup Dąmbski... poza polem elekcyjnym! Niemiec szybko wprowadził do Polski wojska saskie i przepędził elekta Contiego. Dąmbski koronował Augusta II, nie mając do tego prawa. Insygnia koronacyjne wykradli przez dziurę wybitą w murze skarbca, bo ci przestępcy nie mieli kluczy, a bali się wyłamywać drzwi. To pasmo łamania prawa, nawet zbrodnie, nie przeszkadzały „świętemu” Kościołowi, który co krok nas poucza i rozlicza z grzechów. August II posadzony na tronie z pomocą Kościoła wciągnął Polskę w katastrofę III wojny północnej. Kraj został straszliwie zniszczony. Rabował, palił, mordował i gwałcił kto tylko mógł: Szwedzi, Rosjanie, Sasi, nawet własne polskie wojska. Jedzono padlinę, dochodziło do ludożerstwa. Do tego przywleczona przez obce wojska zaraza z lat 1707–1712 wybiła ok. 30 proc. ludności. Kościół – mimo katastrofy katolickiej Polski – nadal popierał Niemca, farbowanego katolika, nawet po jego detronizacji. Kwitł antypolski flirt Kościoła z Rosją, ponad religijnymi podziałami. Prymasa Radziejowskiego za detronizację Niemca papież pozbawił urzędu, przymknął oko na uwięzienie przez Rosjan arcybiskupa Zielińskiego, który koronował Stanisława Leszczyńskiego. Godności kościelne były zapłatą dla stronników Sasa i agentów Rosji. Zawsze kosztem naszej ojczyzny.  
Dwudziesty trzeci raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy na sejmie niemym w 1717 r. Zdetronizowanemu Augustowi II w roku 1709 pomogły powrócić na tron Rosja i Kościół. Dążąc do zaprowadzenia rządów absolutnych, Niemiec w roku 1713 wprowadził do Polski wojska saskie, które poczynały sobie jak w kraju okupowanym. Gdy Sasi zamordowali kilku szlachciców, wybuchła wojna domowa – szlachta zawiązała konfederację tarnogrodzką przeciw królowi. Konfederaci nie zgodzili się na mediację nuncjusza papieskiego, pamiętając, kto Niemca posadził na tronie i popierał nawet po detronizacji. Wobec tego biskup Szaniawski i hetman Pociej wystąpili z propozycją mediacji... cara Piotra I. Poszło łatwo, bo kanclerzem był wówczas Jan Szembek, płatny agent Rosji, senatowi przewodniczył jego brat prymas Krzysztof, a podkanclerzym był biskup de Alten Bokum (patrz: „Zdrajcy w sutannach”). Rosja, oczywiście, wprowadziła swoje wojska do Polski, a gen. Dołgoruki narzucił porozumienie. Pod rosyjskimi bagnetami odbył się sejm, na którym nikogo nie dopuszczono do głosu, stąd nazwa: sejm niemy. Głosowano wcześniej uzgodnione ustawy. Kościół w porozumieniu z Rosją uzyskał, co tylko chciał. Przede wszystkim innowiercom zakazano publicznego odprawiania nabożeństw ewangelickich i prawosławnych. Wymusiło to zamykanie kościołów ewangelickich, a cerkwie przejmowali unici. Rosja i Niemcy godziły się na szykany względem własnych braci w wierze, gdyż był to zawsze konieczny wymóg Kościoła w zamian za zdradę i osłabienie Polski – utrzymanie silnego katolicyzmu było priorytetem, skutkiem zaś – zawsze słabe państwo. Saskie wojska musiały być z Polski wycofane, urzędy mogli sprawować tylko Polacy, ograniczono władzę hetmanów. Rosja poczuła się zwolniona z zobowiązania oddania Polsce zdobytych na Szwedach Inflant, co zagwarantowała w traktacie narewskim. Czyli na udziale w III wojnie północnej, i to w zwycięskiej koalicji, Polska nie zyskała nic, poza ruiną kraju i utratą suwerenności. Na sejmie biskup Łubieński spowodował ograniczenie liczebności wojska polskiego maksymalnie do 18 tys. w Koronie i 6 tys. na Litwie. Uchwalono jednak tak niskie porcje żołnierskie, że starczało zaledwie dla 12 tys. wojska. Jak to się miało do ponadstutysięcznych armii sąsiadów, przyszłych zaborców? W ten sposób ukrócono żądania szlachty, by Kościół płacił podatki na obronę Polski. Kraj był zniszczony licznymi wojnami i zarazami. Kwitły jedynie ogromne majątki biskupie i zakonne. Zdrajcy w sutannach rozwiązali problem wraz z polskim wojskiem. Polska zastała przez nich rozbrojona i rzucona na łup zaborcom! Gwarantem ustaw sejmowych uchwalonych na życzenie biskupów została Rosja i w ten sposób z Polski zrobiono rosyjski protektorat. Tak Kościół przyczynił się do utraty przez Polskę suwerenności i rzucenia jej w szpony Rosji! Dołgoruki został pierwszym ambasadorem, a właściwie wielkorządcą Rosji w Polsce. „Osiągnięcia” sejmu niemego są porównywalne w skutkach do sejmów rozbiorowych.  
Dwudziesty czwarty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, gwałcąc elekcję (kolejną, już czwartą!) w 1733 r. Na tej elekcji wybrano niemal jednogłośnie Stanisława Leszczyńskiego. Znany z tolerancji, do tego teść Ludwika XV, był dla Kościoła nie do przyjęcia. Wojska rosyjskie znów weszły do Polski, a do ich obozu przybyli biskupi Lipski i Hozjusz. Lipski pod rosyjskimi bagnetami „przeprowadził elekcję” w obecności zaledwie garstki szlachty. Było ich tylu, że nazwano ją „elekcją w grochowskiej karczmie”. Hozjusz ogłosił królem Augusta III. żaden z biskupów nie miał do tego prawa. Ponieważ na sejmie konwokacyjnym podjęto uchwałę wykluczającą z elekcji cudzoziemca i usankcjonowano ją przysięgą, kardynał Albani – protektor Polski w Rzymie – załatwił błyskawiczne unieważnienie przysięgi sejmu polskiego! Już wtedy współpraca papieży z prawosławną Rosją przeciw katolickiej Polsce kwitła (Kościół zawsze trzymał z silniejszymi, nieważne – car czy Hitler). „Elekcja” ta była bezprawiem i naruszeniem suwerenności Polski, bo odbyta pod rosyjskimi bagnetami nie była ani wolna, ani suwerenna. Widać, jak Kościół traktował niepodległość Polski: miał ją po prostu gdzieś. Wybuchła wojna domowa, wojska rosyjskie wyparły Leszczyńskiego, łupiąc przy okazji Polskę, a niemieckiego uzurpatora koronował biskup Lipski. Insygnia wydał zdrajcom ich kustosz, podwładny biskupa Lipskiego, proboszcz katedry Komorowski. Zapłacono mu sowicie: papież na prośbę Niemców i Rosji nagrodził go złotodajnym arcybiskupstwem gnieźnieńskim z pyszną godnością prymasa Polski. Uzurpator przystąpił do pacyfikacji przeciwników: przekupstwo, kwaterunki wojsk, rabunki, kontrybucje, kryminalne porwania – to były środki zaprowadzania wygodnego Kościołowi porządku i „nieskrępowanego wyznawania wiary”. Wszystko bagnetami sprowadzonych do Polski wojsk saskich (luterańskich) i rosyjskich (prawosławnych)! August III na łapówki wydał astronomiczną sumę ok. 8 milionów talarów! Szybko to sobie odbił w dwójnasób na Polakach.   
Po raz dwudziesty piąty Kościół wbił nóż w plecy Polsce w roku 1767, pomagając Rosji zmontować konfederację radomską, aby obalić reformy Stanisława Augusta. Dążąc do powstrzymania reformatorskich poczynań króla, ambasador Repnin postanowił wykorzystać tępotę katolickich fanatyków, kołtunów szlacheckich wychowanych przez jezuitów. Wywołał sprawę równouprawnienia innowierczej szlachty. Trafił w dziesiątkę. Za rosyjskie pieniądze zawiązano dwie konfederacje innowierców. Ten sam Repnin podpuścił zdrajców nuncjusza i biskupów. Ci użyli księży oraz jezuitów do poszczucia z ambon katolickich fanatyków, którzy „w odpowiedzi” na te konfederacje, zawiązali katolicką konfederację radomską. Znowu krążyło rosyjskie złoto. Skaczące sobie do oczu konfederacje, katolicka i innowiercze, kotłowały się w... przedpokojach ambasady rosyjskiej. Ogłupienie zapierające dech w piersiach. Oszalałych z nienawiści katolickich fanatyków Kościół podszczuwał poparciem samego papieża poprzez nuncjusza Duriniego oraz propagandą z ambon. Przywódcami fanatyków byli biskupi: niebywały warchoł Sołtyk (na sejmie komenderował tłumem rozwścieczonej szlachty), Załuski i Krasiński. Repnin obiecywał im detronizację króla i... niedopuszczenie do równouprawnienia innowierców. W tej iście makiawelistycznej intrydze pomagał Repninowi ksiądz Podoski – ostatni łotr, cynik i Płatny Zdrajca, Pachołek Rosji. Na czele konfederacji radomskiej Repnin postawił księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”. Francuz, gen. Dumouriez tak określił tego katolickiego fanatyka, wychowanka jezuitów: „Najbogatszy pan w Polsce, ale głupie bydlę”. Toteż nietrudno było Repninowi wystawić całą tę zgraję oczadziałych kadzidłem wychowanków jezuitów, kołtunów szlacheckich, do wiatru. Na „sejmie repninowskim” w 1768 roku podpisano traktat z Rosją. Szlachcie prawosławnej i ewangelickiej przyznano pełnię praw politycznych, Rosja ponownie stała się gwarantem „praw kardynalnych”, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Przywrócono rosyjski protektorat nad Polską. Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością prymasa Polski – na prośbę Rosji obdarzył go nią papież, wbrew protestom króla Polski. Zdrajca biskup Sołtyk żalił się w czasie sejmu w liście do kumpla w sutannie Podoskiego: „Zawiedzeni zostaliśmy, jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy wzmocnić wolność, a staliśmy się niewolnikami”. Wkrótce pojechał kibitką do Kaługi, gdzie na zesłaniu spędził pięć lat. Prorok?... Tak to kolejny raz Kościół uniemożliwił reformy w Polsce (patrz: nóż 11, 15 i 20), pomagając przy tym prawosławnej Rosji. To te „zasługi Kościoła dla Polski”.
Po raz dwudziesty szósty Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce, doprowadzając do wybuchu konfederacji barskiej w 1768 roku. Po równouprawnieniu innowierców kler przystąpił do kontrataku, chcąc je cofnąć. Papież Klemens XIV polecił nuncjuszowi Duriniemu napomnieć biskupów, „(...) że są w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami”. Nuncjusz użył jezuitów i ambon do zaciekłej akcji propagandowej, skierowanej przeciwko Rosji, która równouprawnienie przeforsowała. Wykorzystał powszechne oburzenie wywiezieniem przez Repnina do Kaługi czterech senatorów, w tym biskupów Sołtyka i Załuskiego. Prawą ręką Duriniego był biskup Krasiński, który został przywódcą konfederacji barskiej. Duchowym jej patronem był „ksiądz Marek” Jandołowicz. Ta nieprzytomna ruchawka katolickich fanatyków w ciągu pięciu lat zrujnowała i wykrwawiła kraj, stała się bezpośrednią przyczyną I rozbioru i pozbawiła Polskę możliwości oporu. Chaos był taki, że przez pięć lat nie mógł zebrać się sejm! Powstanie chłopskie („koliszczyzna”) spustoszyło Ukrainę. Powstańcy wyrżnęli ok. 200 tys. Polaków i Żydów, nikt nie liczył ofiar odwetowego ludobójstwa. Durini został z Polski odwołany na żądanie Rosji. Jak pisze prof. Łukasz Kurdybacha, rola nuncjusza papieskiego Duriniego w rozpętaniu tej wojny domowej nie została do końca odkryta. Następca Duriniego, Garampi, nawiązał ponownie bliską współpracę z Rosją. Oczywiście, przeciwko Polsce, a raczej tego, co z niej zostało...
Po raz 27 Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce w czasie sejmu rozbiorowego w 1773 r. Po stłumieniu konfederacji barskiej, idiotycznej ultrakatolickiej ruchawki, zaborcy przystąpili do rozbioru Polski. Zrujnowana i wykrwawiona nie miała szans się przeciwstawić. Król Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, który miał świetne układy ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi odpowiedział mu: „Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”. Gdy cesarzowa Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami moralnymi co do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się niebywale; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie możliwie daleko” (wg Lelewela). Jeśli Kościół, potężna siła w Europie, moralny autorytet przynajmniej dla państw katolickich, nie zaprotestował, to kto miał zaprotestować? Nikt w Europie... Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm byli biskupi: Młodziejowski – jako kanclerz – był organizatorem sejmu, Ostrowski przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”. Za „zasługi dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii zapłacił złotodajną godnością prymasa Polski i Litwy. Czy Kościół nie zasłużył na miano „czwartej potencji rozbiorowej”? Historia pokazała, jak obca była Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka lat po wymuszonym przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w Polsce nie dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji – nietolerancji i prześladowań narzuconych Polakom przez kler – Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością nie byłoby rozbiorów.  Dwudziesty ósmy raz Kościół wbił – i to po wielokroć – Polsce nóż w plecy po I rozbiorze, kolaborując z zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi złożyli przysięgę nowym władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali lud do posłuszeństwa: „Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym następcom w rządach, jako nam najłaskawszemu królowi i władcy kraju być poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym... Dbać o uczucia wierności dla króla, o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To fragment roty przysięgi biskupów polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze. Wymienić tu trzeba szczególne kanalie w sutannach: arcybiskupa Sierakowskiego, biskupów Sołtyka (pochowany w katedrze wawelskiej!), Massalskiego, Ostrowskiego, a nawet Krasickiego. Toteż oporu nie było żadnego, kler nie ustawał w ukłonach dla nowych władców i w przekonywaniu Polaków, że muszą teraz służyć nowym panom. Upewniło to zaborców, że dalsze rozbiory też zakończą się sukcesem. Byle głaskać purpurowe i czarne suknie... Zaborcy zagarnęli część wielu diecezji, reszta ich obszaru pozostała w okrojonej Polsce. Zupełną katastrofą było, że większość z tych zdrajców biskupów nadal zasiadała w polskim senacie, będąc jednocześnie poddanymi zaborców i im się wysługując. Kiedy Katarzyna II zaczęła tworzyć nową strukturę Kościoła katolickiego na terenach I rozbioru, i to bez zgody papieża, nie natrafiła na opór, a wręcz przeciwnie. Kler kolaborował masowo z urzędasami carskimi, a zdrajcy Siestrzeńcewicz, Benisławski, Sierakowski i inni mianowani przez carycę „biskupami” ochoczo przyjęli sakry biskupie i pensje. Wkrótce wsparł ich i papież Pius VI – przysłał nuncjusza Archettiego, zatwierdził nową rosyjską strukturę Kościoła katolickiego, całkowicie niezależną od polskiej, i sam wyświęcił „biskupów” Katarzyny. Tak wszeteczna bestia legitymizowała I rozbiór Polski. Karty szczególnej zdrady i hańby zapisali jezuici. Mimo kasaty zakonu przez papieża w 1773 r., Prusacy i Rosjanie pozwolili im działać i nadal wychować młodzież. Warunek był prosty: wychowywać polską młodzież w duchu posłuszeństwa zaborcom. Jezuici gorliwie to wypełniali. Komisja Edukacji Narodowej nie objęła swym działaniem terenów I rozbioru. To powinno nam uświadomić, jakie szkody Kościół i jezuici wyrządzili Polsce.
Dwudziesty dziewiąty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, obalając Kodeks Zamojskiego w 1780 roku. Kolejny raz (patrz: noże 11, 15, 20 i 25) Kościół uniemożliwił naprawę państwa. Po wstrząsie wywołanym przez I rozbiór panowała zgoda co do konieczności reform i ratowania pomniejszonego kraju. Zadanie opracowania zbioru praw sejm pod wpływem króla Stanisława Augusta powierzył w 1776 r. byłemu kanclerzowi koronnemu Andrzejowi Zamojskiemu. Wśród twórców Kodeksu był m.in. Józef Wybicki. Nuncjusz papieski Archetti nasłał swego agenta biskupa sufragana płockiego Krzysztofa Szembeka, by go o wszystkim informował. Po dwóch latach pracy, w roku 1778 Kodeks był gotowy do przedstawienia sejmowi. Kodeks Zamojskiego miał umocnić państwo, przede wszystkim więc ograniczał przywileje Kościoła. Wprowadzał też pewne zmiany polityczne i ujednolicał prawo. Biskupi nie chcieli jednak zgodzić się na jakiekolwiek ograniczenie swoich przywilejów. Nuncjusz Archetti na polecenie papieża przystąpił do kontrakcji. Szukał sojusznika nawet w rosyjskim ambasadorze Stackelbergu. Kardynał Pallavicini w imieniu papieża zalecał szczególną ostrożność: „Porozumienie i współpraca nasza z państwem heretyckim nie powinna tam wyjść na jaw, gdyż to przyniosłoby nam szkodę, jakkolwiek Opatrzność posługuje się nieraz takimi środkami celem pokrzyżowania ludzkiej polityki dla dobra Kościoła i jego głowy”. Czy trzeba lepszego dowodu, że Kościół katolicki to podstępna, zdradziecka i antypolska mafia? Ale nawet naciskany przez nuncjusza Stackelberg odmówił bezpośredniego poparcia. Król usiłował przekonać Kościół do konieczności reform – pytał o powody sprzeciwu, skoro proponowane rozwiązania były od dawna stosowane w innych krajach katolickich: „Dlaczego Polska ma być niżej ceniona? Czyż nie zasługuje ona na te same łaski i względy?”. Przypominał, że nasz kraj był przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa... Król nie zaniedbał nawet wysłania do Rzymu do papieża swego posła, zaufanego księdza, Włocha Ghigiottiego. Bezskutecznie. Widząc, że nuncjusz zamierza użyć liberum veto i zerwać sejm, aby obalić Kodeks, król – chcąc ratować reformy – wycofał projekt spod obrad i przeniósł na sejm 1780 r. Archetti działał zza kulis „przy pomocy wrzawy, intryg, gróźb i złota”. Na sejmiki ruszyli zakonnicy, sączyć jad do uszu pijanej szlachty, swoje robili kapelani i spowiednicy magnatów. Urzędnikom tłumaczyli, że Kodeks wprowadzi ich odpowiedzialność karną; magnatom, że pozbawi ich tytułów książąt i hrabiów; szlachcie, że ograniczy jej władzę nad chłopami; hołocie szlacheckiej, że straci prawa polityczne. Na sejmiku w Środzie przygotowano zamach na życie Wybickiego. W ogóle nie podnoszono najważniejszej sprawy – ograniczenia przywilejów Kościoła – z obawy, że szlachta mogłaby to poprzeć. Ponieważ nikt nie czytał Kodeksu, ta intryga Kościoła trafiła na podatny grunt. W tej sytuacji król postanowił powołać komisję sejmową do zbadania Kodeksu i wprowadzenia jakichś zmian. Zgodził się na to nawet... Stackelberg, ale... nie Kościół! Pallavicini pisał do Archettiego: „Ojciec Święty ufa Waszej Przewielebności i wierzy, że W.P. użyje wszelkich środków dla obalenia kodeksu”. Podstępni zdrajcy nie odpuszczali. Na sejmie przekupieni przez nuncjusza posłowie wśród wrzawy zaczęli demonstracyjnie Kodeks drzeć i rzucać na ziemię. Sejm podjął uchwałę: „(...) tenże Zbiór Praw na zawsze uchylamy i na żadnym sejmie aby nie był wskrzeszany, mieć chcemy”. Wspaniałą okazję naprawy państwa 13 lat przed Konstytucją 3 maja zmarnował Polsce Kościół. Takie to są „zasługi Kościoła dla Polski”.
Trzydziesty raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy, popierając targowicę i wskazując drogę do drugiego rozbioru. Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł się pogodzić z „bezbożnym, jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi hasłami oraz utratą majątków, które Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska. Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i Staszica jako jakobinów. To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z Polską i jej rozbioru, kierując 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji do wojny z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy, najlepiej terytorialnych. Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę. To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie konfederacji stało się początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”. Wspomniany nuncjusz Saluzzo namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic dziwnego, że wielu biskupów aktywnie działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem był biskup Sierakowski; przywódcą na Litwie – Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja; biskup Okęcki listem pasterskim zarządził modły o powodzenie targowicy i został cenzorem wydawnictw; działali bp. Massalski i Adam Naruszewicz. Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki, cenzurę wydawnictw i zwróciła oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o wysłanie polskiej kawalerii narodowej na wojnę z... rewolucyjną Francją!  
Po raz trzydziesty pierwszy Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce na „sejmie hańby” w Grodnie w 1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór. Po klęsce Polski w wojnie w 1792 r. i zaprowadzeniu rządów targowicy Rosja przysłała do Warszawy ambasadora Sieversa z zadaniem doprowadzenia do II rozbioru i ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm. Koszty, czyli łapówki, pokrywała do spółki z Prusami. Kościół był wdzięczny targowicy i Rosji za obalenie jakobińskiej Konstytucji 3 maja, przywrócenie mu edukacji młodzieży i majątków zabranych przez Sejm Wielki na odbudowę wojska polskiego. Toteż wśród głównych aktorów „sejmu hańby” byli biskupi: Skarszewski, targowicki podkanclerzy, ten sejm organizował; Kossakowski rosyjskim złotem przekupywał i dobierał posłów (67 dukatów od głowy!); Massalski wygłaszał prorosyjskie mowy „o nieograniczonej ufności we wspaniałomyślność cesarzowej”. W kościołach warszawskich czytano list pasterski bpa Okęckiego z 2.09.1792 r., w którym wzywał do modłów, „ażeby Bóg błogosławił pracom konfederacji generalnej dla dobra ojczyzny podjętym”. Kiedy już po II rozbiorze uproszony przez króla Stanisława Augusta kardynał protektor Polski Antici błagał papieża Piusa VI o interwencję na rzecz Polski, papież odpowiedział, że uważa ją za nieodpowiednią w obecnych okolicznościach, i radził kapitulację przed zaborcami. Ważniejsze dla Kościoła było utopienie we krwi rewolucji francuskiej.
Trzydziesty drugi nóż wbity przez Kościół tkwił w plecach Polski przez 800 lat – od chrztu do rozbiorów. To potworna grabież dziesięciną, świętopietrzem, annatami, iura stolae (opłaty za chrzty, śluby i pogrzeby; musieli je płacić proboszczom także innowiercy), opłatami sądowymi w sądach kościelnych (także odwołań do Rzymu), łapówkami za korzystne wyroki, haraczami za zdjęcie klątw, opłacaniem „przychylności” urzędników papieskich. Bogatych otaczały sfory darmozjadów i wyłżygroszy w sutannach – kapelani, spowiednicy i kaznodzieje, wyłudzający pieniądze i nadania „za pokutę” czy różne ślubowania. Oprócz tego naszych przodków okradano takimi opłatami jak: meszne, iura menta (za udział duchownego w sądach), mortuarium (odumarszczyzna), podzwonne (za dzwonienie na pogrzebie), pokropki, poświęcenia. A pańszczyzna w majątkach kościelnych, przymus picia alkoholu, kary pieniężne, pokuty i chłosta za byle co? No i taca! Kościół bogacił się jeszcze, pożyczając Żydom pieniądze na lichwę, wydzierżawiając ziemię i nieruchomości, a nawet... sprzedając chłopów jak zwykłych niewolników! To wszystko było złodziejom w sutannach mało, więc mnożyli sanktuaria, handlowali relikwiami i odpustami. Jeden z ciekawszych numerów: jezuici w czasie częstych wtedy epidemii handlowali... pigułkami na zarazy. Jak pacjent umarł, to nie reklamował; jak przeżył, to dziękował. Równocześnie Kościół praktycznie nie płacił podatków, nawet na obronę Polski. Wysilał się tylko czasem na subsidium charitativum, czyli podatek dobrowolny. Zawsze były to ochłapy. W roku 1775 (już po I rozbiorze) Kościół zaczął płacić 600 tys. zł rocznie. Zmusił ich do tego... rosyjski ambasador Stackelberg! Tu ukazała się głupota nienasyconej bestii. Pazerność odjęła jej rozum: skarby, których się nałykała... zagrabili jej w czasie potopu Szwedzi. Bestia była tak tępa, że to doświadczenie niczego jej nie nauczyło. Nachapała się ponownie, ale nadal nie chciała płacić podatków na obronę Polski i... znów obrabowali ją podczas III wojny północnej Szwedzi, Rosjanie i Sasi. Bestia znowu zabrała się do wyłudzania pieniędzy od ogłupionych Polaków, nachapała się i... Dwie lekcje powinny wystarczyć – płaciła wreszcie podatki? Ale przecież to Kościół katolicki, to i trzeci raz ją oskubali – tym razem zaborcy! Potem jeszcze bolszewicy i hitlerowcy. Coś strasznie tępa ta bestia. Bestia przywilejami podatkowymi cieszy się nadal...
Trzydziestym trzecim nożem Kościół katolicki wiercił w plecach Polski także 800 lat: to oświata. Kościół przez wieki miał monopol w edukacji Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół ewangelickich doby reformacji. Hasło „Raków” jest w każdej liczącej się światowej encyklopedii. Kościół zdegradował ten kwitnący europejski ośrodek myśli, kultury i nauki do rangi wioski. Raków to symbol: zakłamana bestia ze wszystkiego zrobi wiochę. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii. To Kościół był piewcą złotej wolności, obrońcą wolnej elekcji i liberum veto. Potrzebował ich, aby utrzymać Polskę w stanie anarchii, by móc ją grabić bez przeszkód. To Kościół katolicki wychowywał polską młodzież, zaszczepiał jej fanatyzm katolicki, kołtuństwo i anarchię. To Kościół katolicki zamordował Polskę. Pamiętajmy, że najwięksi zdrajcy w naszej historii to m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski, Massalski, Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim Radziejowski, Adam Poniński, Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli wychowankami szkół katolickich, w ogromnej większości jezuickich. To Kościół siał nietolerancję, pogardę, uczył donosicielstwa i lizusostwa. Efekt tego katolickiego ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do kultury europejskiej NIC! Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej równo z trawą, czego dowodem był brak naukowej terminologii w języku polskim! Stworzyła ją dopiero Komisja Edukacji Narodowej. Wydarto załganej bestii edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Opór i sabotaż ze strony Kościoła przedstawimy w osobnym artykule. Dzieło KEN cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego ziarna jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić. Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni. Katolicki program nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu i śpiew kościelny. Jedynym awansem społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego chłopa była... ministrantura, potem „stanowisko” kościelnego lub organisty. Toteż analfabetyzm wśród ludu w połowie XVIII w. sięgał 95 proc.! Polski robotnik potrafił wykonać tylko prace proste, a na stanowiska techniczne sprowadzano Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal zawsze ewangelików. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Taki sam „program edukacyjny” był w Ameryce dla... niewolników murzyńskich! Trudno się dziwić, że polscy emigranci do USA w XIX w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne „Polish jokes”. Dlatego budzi przerażenie, że mimo tych doświadczeń wpuszczono dzisiaj Kościół do szkół. Ogłupiony lud ma wierzyć w cuda, cudów oczekiwać, znosić kasę do kościołów, sanktuariów i całować szamanów po rękach. Jak w afrykańskim bantustanie. Katolicki kamień u szyi, który topił polską oświatę przez wieki i opóźniał rozwój kraju, znowu nam przywiązano.  Przedstawiliśmy największe klęski w naszej historii do czasu rozbiorów. Do sprowadzenia tej katastrofy na Polskę walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w sutannach czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach. Wymazać, że umundurowani funkcjonariusze Kościoła (bo sutanna to przecież mundur) sterowali polską polityką i podporządkowywali ją interesom obcego państwa – Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse zależały od wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich. Kościół kierował nie tylko polską polityką: wszystkich królów otoczył szczelnym murem kapelanów, spowiedników, kaznodziei, sekretarzy. Także królowe. Wychowawcami dzieci władców byli prawie zawsze duchowni; tak samo u magnatów. Pasożyty zlatywały się do władzy i pieniędzy. Przed każdym sejmem wszyscy znaczący senatorowie katoliccy otrzymywali papieskie brewe ze wskazówkami! Do tego Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium – ambonę. Spowiednicy sączyli jad do uszu klęczących przed nimi ludzi. Kościół miał w Polsce władzę absolutną! Jak daleko sięgają ich macki, świadczy fakt, że odkrywcza książka prof. Łukasza Kurdybachy „Dzieje Kodeksu Andrzeja Zamoyskiego”, wydana w 1951 r. w skromnym nakładzie, dotąd nie doczekała się drugiego wydania. Niemal ślad zaginął po dziele prof. Wacława Sobieskiego „Nienawiść wyznaniowa tłumów za rządów Zygmunta III”, nie wznawianej od... 1902 r.! Od 105 lat! Przykłady można mnożyć. Pod rządami katoprawicy pojawiło się coś znacznie gorszego od cenzury – to autocenzura. Każdy Czytelnik fakty tu podane może sprawdzić. Byle w źródłach rzetelnych, niepochodzących od fałszerzy historii w sutannach. Namacalnymi dowodami ich fałszerstw są katedry i kościoły wypełnione nagrobkami i epitafiami zdrajców w sutannach. Po lekturze tego cyklu trudno mieć wątpliwości, że gdyby nie Kościół, nie byłoby rozbiorów, Polacy nie musieliby przelewać krwi w walkach o niepodległość. Nie byłoby więc wywózek na Sybir, krwawych narodowych powstań. Nikt nie śmiałby urządzić nam Katynia. A oni jeszcze wyciągają łapy po kasę za „opiekę”... Większość z tych „zasług Kościoła dla Polski” z uwagi na objętość cyklu ujęliśmy skrótowo. W przyszłości przedstawimy je w szerszych opracowaniach.  http://www.alberto.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz