Od zarania dziejów Kościół
dążył do supremacji władzy religijnej nad świecką. Cel był prosty: podporządkować
władzę świecką Kościołowi by objąć niepodzielnie rządy dusz i wyłudzać kasę. Kościół zawsze będzie zwalczał silną władzę,
bo od słabych, zmuszonych do szukania poparcia z ambony da się wyłudzić więcej.
Polska była areną, poligonem tej walki. Niestety, w naszym przypadku wygrał ten
Kościół. Za osłabienie państwa i podporządkowanie go temu Kościołowi zapłaciliśmy
cenę straszliwą, najwyższą w Europie.
Czwarty raz nóż w plecy Kościół papieski wbił Polsce w czasie wojny trzynastoletniej (1454-1466). Kiedy
mieszkańcy państwa krzyżackiego zbuntowali się i poddali Polsce, Kościół całym
swym autorytetem wsparł Krzyżaków. Legat papieski de Silves wyklął Związek
Jaszczurczy za bunt. Po wybuchu wojny, w roku 1455 papież Kalikst III wyklął
Związek Pruski i jego sojuszników, a więc i Polskę. Kościół rozwinął przeciwko Polsce akcję dyplomatyczną.
Krzyżacy, mając moralne i polityczne wsparcie papieży oraz finansową i militarną
pomoc z Niemiec, mogli z powodzeniem prowadzić wojnę. Toteż wlokła się aż 13
lat. Legat papieski Lando w roku 1462 na sejmie w Piotrkowie bronił Krzyżaków,
legat von Rudesheim, kiedy klęska Krzyżaków była już przesądzona, doprowadził
do wstrzymania walk i uchronił zakon przed likwidacją. Potem Kościół nigdy nie
uznał pokoju toruńskiego, uważając ziemie zakonu za swoją własność, a polskie
roszczenia za świętokradztwo. Na tym polu Kościół szkodził Polsce jeszcze przez
wieki na wszystkie możliwe sposoby. Szukał przy tym wsparcia Habsburgów i sam
ich wspierał.
Piąty raz Kościół wbił
Polsce nóż w plecy w czasie "wojny popiej" w 1478. Wkrótce po pokoju toruńskim
Kościół podjął próbę odzyskania Warmii, używając do tego biskupa Tungena oraz wciągając
do gry Krzyżaków oraz króla Węgier Macieja Korwina.. Tungen przedostał się na Warmię,
a Krzyżacy urządzili najazd na Pomorze. Legat papieski Baltazar Piscii wyklął
króla Kazimierza Jagiellończyka i jego syna Władysława, króla Czech, za
przeszkadzanie Korwinowi w wojnie z Turkami. Zwolnił tez Krzyżaków i
mieszkańców Prus z przysięgi wierności królowi polskiemu. Kościół liczył, że król Kazimierz ugnie się przed
klątwą. Król jednak okazał stanowczość, uderzył na Warmię, pobił Krzyżaków, a z
Węgrami zawarł pokój. Musiał jednak zabiegać w Rzymie o zdjęcie klątwy. Tym
Kościół zmusił go do pozostawienia Tungena na diecezji warmińskiej i nie
dopuścił do likwidacji zakonu krzyżackiego co król zamierzał, bo za bunt miał
do tego prawo jako suweren.
Szósty raz
Kościół wbił Polsce nóż w plecy w r. 1515 w czasie zjazdu wiedeńskiego. Zawarto
wtedy układ, na mocy którego Zygmunt Stary i Kazimierz Jagiellończyk, król
Czech i Węgier, oddali Niemcom Habsburgom Czechy i Węgry. Za darmo! Tylko za
zerwanie przez Habsburgów sojuszu z Moskwą.
W polskiej dyplomacji rej wówczas wodzili biskupi Drzewiecki i Tomicki,
papiescy niemieccy agenci. Kościół popierał wtedy Niemców, bo Polska słusznie
nie kwapiła się do planowanej przez papieża wojny z Turcją. Dwa lata później Marcin
Luter ogłosił swoje tezy. Niemców czekał wstrząs reformacji i wojny domowe...
Siódmy raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w
1520 roku. W czasie wojny z Krzyżakami, gdy zakon już został pobity na głowę i
czekała go nieuchronna likwidacja i wcielenie Prus do Polski, legat papieski
Ferreri zagładzie zakonu zapobiegł. Trzeci raz Kościół ocalił Krzyżaków
morderców.
Ósmy raz w roku 1577, gdy
Kościół popierał elekcję cesarza Maksymiliana Habsburga na tron Polski przeciw
Batoremu. Prymas Uchański - wraz z senatorem, któremu przewodniczył i w którym prym
wiedli biskupi - dokonał zamachu, ogłaszając królem Niemca. Ogół szlachty obwołał
królem Batorego. Maksymilian postanowił więc zająć tron Polski siłą. Zawarł
układ z Moskwą, w którym zaplanowano rozbiór Polski. Habsburgom miała przypaść Polska,
Moskwie - Litwa. W Rzymie, bliskim współpracownikiem papieża był wówczas
zdrajca kardynał Hozjusz (obecny kandydat na świętego!). Jakoś Kościołowi nie przeszkadzało,
że Litwa miała stać się łupem prawosławnej Moskwy. Moskwa, zgodnie z układem, uderzyła
w roku 1578 na Polskę i zajęła Inflanty. Tragiczną sytuację Korony uratowała niespodziewana
śmierć Maksymiliana. Wojna z Moskwą już jednak trwała i wyniszczała kraj. Stanowcza akcja Kościoła pokrzyżowała plany Kościoła
i Uchańskiego. Sterujący zamachem nuncjusz papieski musiał uciekać do Wrocławia
pod skrzydła Habsburgów. Niestety, sytuacja zmusiła króla do pozyskiwania
sojuszników ustępstwami. Musiał uznać Hohenzolerna brandenburskiego jako
kuratora obłąkanego księcia Prus Albrechta. Dzięki Kościołowi kolejny raz
zmarnowana została okazja wcielenia Prus do Polski.
Dziewiąty raz w 1582 roku, kiedy pobita przez
Batorego Moskwa prosiła o pokój. Car Iwan Groźny w obliczu całkowitej klęski w
toczonej od czterech lat wojnie zaczął mamić papieża obietnicami zawarcia unii
prawosławia z Rzymem i swego udziału w wojnie z Turcją. Papież wysłał do Moskwy
swego legata, jezuitę Possevina, który pośredniczył w rokowaniach pokojowych.
Ten działał ze szkodą dla Polski i zmarnował Batoremu owoce wielkiego
zwycięstwa. Można było uzyskać znaczne lepsze warunki pokoju. Po zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim car
zaczął grać na zwłokę. Gdy Kościół zrozumiał że został wystawiony do wiatru,
zaczął namawiać Batorego do kolejnej wojny obiecując 25 tys. dukatów subsydiów
miesięcznie. Jednak plany wojenne pokrzyżowała śmierć króla Stefana. Powiedzenie
o „nożu w plecach” przytacza się u nas najczęściej w odniesieniu do bolszewickiego
ataku na Polskę 17 września 1939 roku. Bardzo niesłusznie...
Dziesiąty raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż
w plecy po zwycięstwie pod Byczyną. Na elekcji w 1587 r. Kościół aktywnie
popierał kandydaturę arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, syna cesarza
niemieckiego. Działał wówczas nuncjusz papieski Hannibal z Kapui, krążyło niemieckie
złoto na łapówki. Szlachta wybrała jednak na króla Zygmunta III Wazę. To nie przeszkadzało
mniejszości podjudzanej przez papieskiego nuncjusza „wybrać” następnego dnia
Maksymiliana. „Wybór” ogłosił i prawo złamał katolicki biskup Woroniecki. Wybuchła wojna, wojska niemieckie wkroczyły
do Polski, usiłowały zdobyć Kraków, spustoszyły szmat kraju. Kanclerz i hetman
Jan Zamojski wyparł je na Śląsk, rozbił pod Byczyną i wziął do niewoli
Maksymiliana. Wytworzyła się wspaniała dla Polski sytuacja: Niemcy pobici, syn cesarza
wzięty do niewoli, w której spędził prawie dwa lata. Nie okupowano, niestety, Śląska. Zagrożeni przez Turcję Habsburgowie, których władza
w Niemczech była poważnie osłabiona postępami reformacji, byli w poważnych kłopotach.
Wtedy jak zwykle włączył się Kościół. Papież przysłał swego legata
Aldobrandiniego (późniejszy papież Klemens VIII), by doprowadził do porozumienia
– oczywiście, korzystnego dla Niemców. Zawarto „wieczyste przymierze”. Polska
na swoim zwycięstwie nie zyskała NIC, nawet nie podjęto próby odzyskania choćby
części Śląska. A przecież diecezja wrocławska należała nadal do polskiej
prowincji kościelnej. Legitymacja więc była. Maksymiliana wypuszczono z niewoli
„na słowo”, które natychmiast złamał. Skończyło się kompromitacją Polski i jej
króla. Kolejny raz, gdy wróg został pobity (patrz: nóż czwarty, piąty, siódmy i
dziewiąty), Kościół zmarnował Polsce owoce zwycięstwa.
Jedenasty raz Kościół katolicki wbił Polsce nóż
w plecy na sejmie w roku 1589, torpedując pierwszą próbę naprawy państwa –
projekt uregulowania wolnych elekcji. Przedstawił go kanclerz Jan Zamojski,
chcąc uniknąć niechybnej katastrofy: spośród trzech dotychczasowych elekcji
dwie skończyły się groźnymi wojnami, nie mówiąc o szalejącej na elekcjach
korupcji. Mądry Kanclerz proponował, by
kandydować mogli tylko potomkowie króla, a jeśli by ich nie było – kandydaci
krajowi. To eliminowało Niemców Habsburgów. Chciał też skrócić czas bezkrólewia,
które anarchizowało państwo, wykluczyć biorących pieniądze z zagranicy i pozbawić
prawa głosu hołotę szlachecką, klientelę magnatów. Taki program reform bił wprost
w Kościół i jego sojuszników Habsburgów. Toteż nuncjusz papieski di Capua,
płatny agent Habsburgów, przed sesją sejmu zobowiązał biskupów, by bronili
przywilejów Kościoła, a więc swoich. Prymas Karnkowski, który przewodniczył
senatowi, zażądał, by królem mógł być tylko katolik. Innowiercy gotowi byli ustąpić
pod warunkiem zaprzysiężenia konfederacji warszawskiej. Na to nie zgodzili się biskupi,
kierowani zza kulis przez nuncjusza. Projekt Kanclerza upadł, a nuncjusz słał triumfalne
listy do papieża, co bez wątpliwości określało, komu służyła w Polsce anarchia.
Brak prawnych uregulowań elekcji pozwolił Kościołowi w przyszłości pogwałcić
dwie elekcje (o czym niżej), co zaważyło na losach Polski.
Dwunasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy w
1596 r., zawiązując unię brzeską. Unia ostatecznie zburzyła w Rzeczypospolitej
pokój religijny, który był podstawą jej potęgi. Gwarantowała go konfederacja
warszawska, uchwalona przez sejm w 1573 r. Ten pokój religijny był solą w oku
Kościoła katolickiego, gdyż zbory protestanckie rozwijały się o wiele prężniej
niż katolickie parafie. Toteż biskupi na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. rzucili
na akt konfederacji klątwę. Papież potwierdził tę klątwę bullą z 1578 r. Konfederacja
warszawska, akt bezprzykładnej tolerancji religijnej w ówczesnej Europie, został
przez UNESCO wciągnięty na listę Pamięć Świata. Tomasz Jefferson przyznawał, że
pisząc konstytucję amerykańską, wzorował się na konfederacji warszawskiej.
Smaczku temu dodaje, że jest to akt przez Kościół nadal wyklęty, co daje obraz
„tolerancyjnego” i „miłosiernego” Kościoła. Tolerancyjnego i miłosiernego
inaczej... Kościół dążył do
podporządkowania prawosławia. Zabiegi legata Possevino przedstawiono przy
dziewiątym nożu. W 1589 r., wykorzystując utworzenie patriarchatu moskiewskiego,
Kościół przy pomocy jezuitów przekonał Zygmunta III do zawiązania unii i uznania
jej za jedyną reprezentację „religii greckiej” w Rzeczypospolitej. Skutki, dokładając
do tego wyjątkowo partackie wykonanie, były dla Polski straszliwe. W czasie
synodu w Brześciu, w którym brało udział aż 44 jezuitów (!), hierarchowie
uniccy i prawosławni obrzucili się nawzajem klątwami. Dzięki uznaniu unii przez
Wazę – „króla jezuitów” – i faktycznej delegalizacji prawosławia, unici,
korzystając ze wsparcia władzy państwowej, siłą odbierali prawosławnym cerkwie,
klasztory i majątki. Dochodziło do najazdów, morderstw, regularnych bitew.
Nienawiść ludu ruskiego do Polski i Kościoła rosła, aż wybuchła w okrucieństwie
słynnych rzezi w czasie powstań kozackich. Kozacy ogłosili się obrońcami
prawosławia, a stałym punktem ich żądań była likwidacja unii. Ich powstania z
czasem przekształciły się w wojny religijne. Zaczęli przy tym szukać poparcia w
Moskwie. Unia brzeska dała Moskwie pretekst do ingerencji w sprawy polskie.
Powstanie Chmielnickiego wykrwawiło Polskę i złamało jej potęgę, a wykorzystały
to Rosja i Szwecja. To Kościołowi Polska zawdzięcza wszystkie swoje klęski w
XVII wieku, które były przyczyną późniejszej utraty niepodległości. Wszystkie
wojny w XVII wieku Polska toczyła z państwami innych wyznań.
Trzynasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy,
wciągając ją w dymitriady. Kolejną okazję podporządkowania prawosławia Kościół dostrzegł
po pojawieniu się Dymitra Samozwańca. To nuncjusz papieski Rangoni w 1604 r.
osobiście wprowadził Samozwańca do „króla jezuitów” i zapewnił jego poparcie
dla moskiewskiej awantury. Włączyli się biskupi i jezuici, tym bardziej że
oszust potajemnie przyjął katolicyzm i obiecał go krzewić w Rosji. Wyprawę w
1609 roku papież Paweł V ogłosił krucjatą, nawet pobłogosławił dla Zygmunta III
miecz i kapelusz – atrybuty „rycerza Kościoła”. Skończyło się katastrofą.
Polacy zostali z Moskwy przegnani, Wielka Smuta do dziś jest dla Rosji
pretekstem do poczynań nieprzyjaznych wobec Polski, a rocznica wygnania
polskich interwentów jest świętem narodowym Rosji. Wojsko po powrocie zażądało
zapłaty żołdu w wysokości... 20 milionów złotych! Zawiązało konfederację i zanim
sejm uchwalił podatki, zaczęło łupić kraj. Kler katolicki dał na krucjatę...
300 tys. zł! Straszliwy to rachunek za chodzenie na pasku Kościoła.
Po raz czternasty Kościół wbił Polsce nóż w plecy
w roku 1605, kiedy „król jezuitów” i najbliżsi mu senatorowie, w większości
biskupi, wyrazili zgodę na objęcie opieką obłąkanego księcia Prus Albrechta
przez elektora brandenburskiego – Joachima Hohenzollerna. Kanclerz Zamojski
wcześniej nie dał się Niemcom przekupić, ale teraz załatwiono sprawę gładko, po
cichu i... bez zgody sejmu! Kolejna okazja wcielenia Prus do Polski została
zmarnowana. Kościół i król liczyli na pomoc Hohenzollerna w odzyskaniu tronu
Szwecji i jej rekatolicyzacji, szczególnie że toczyła się właśnie wojna z nią.
Jak zawsze za rojenia Kościoła rachunek zapłaciła Polska.
Piętnasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy,
doprowadzając do wojny domowej – rokoszu Zebrzydowskiego. Na sejmie w 1605 r.
Zygmunt III chciał wzmocnić władzę królewską, wprowadzić stałe podatki, powiększyć
armię. Wszystko upadło, ponieważ król, będąc pod przemożnym wpływem jezuitów, nuncjusza
i biskupów, odmówił podpisania uchwał sejmu, w tym potwierdzenia konfederacji warszawskiej.
Oburzona szlachta, jasno widząc dążenie do rządów absolutnych, pełnej
katolicyzacji kraju i ograniczenia uprawnień sejmu, podjęła program obrony
tolerancji religijnej, niezbędnej w państwie wielowyznaniowym. Na sejmie w 1606
r. stanął projekt „konstytucji przeciw tumultom”. Chodziło o ukrócenie
inicjowanych przez jezuitów pogromów religijnych poprzez karanie ich sprawców.
Dotychczas zbrodniarze, osłaniani przez kler, byli bezkarni. Uzgodniony już
projekt król dał do oceny... jezuitom – Skardze i Bartschowi. Ci uznali, że
jest szkodliwy dla wiary katolickiej. Po ich nocnej akcji biskupi, z urzędu
senatorowie, mimo uprzedniej zgody, zablokowali ustawę w senacie. Przepadły
także uchwały o podatkach na wojsko. Osobistym, specjalnym listem za pobożność
i obronę wiary katolickiej dziękował „królowi jezuitów” papież. Wybuchł bunt –
rokosz kierowany przez katolika Zebrzydowskiego. Wojska królewskie zwyciężyły
rokoszan w bratobójczej bitwie pod Guzowem. Program reform i wzmocnienia władzy
królewskiej jednak upadł. Zwyciężyła idea „złotej wolności”, której piewcami
stali się jezuici, wychowawcy młodzieży. Kościołowi słabe państwo i anarchia
zawsze najbardziej odpowiadały.
Po raz
szesnasty Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce w 1612 r., kiedy po śmierci
wspomnianego obłąkanego Albrechta (nóż ósmy i trzynasty) wyrażono zgodę na
objęcie Prus w lenno przez Hohenzollerna brandenburskiego, zamiast wcielić je
do Polski. Stało się to mimo uchwały sejmu pruskiego o unii z Polską na prawach
Litwy. Sejm pruski postawił jeden warunek: urzędy w luterańskich Prusach miały
być obsadzane tylko przez ewangelików. To było dla Kościoła nie do przyjęcia,
bo znacznie wzmocniłoby pozycję ewangelików w Polsce. Kościół rozwinął akcję
rękoma nuncjusza, jezuitów i biskupów, którzy byli senatorami, a doszły
niemieckie łapówki. Polscy biskupi zdrajcy woleli oddać Prusy Niemcom.
Wykorzystali, że opinia szlachecka żyła interwencją w Rosji, toteż sprawa nie wzbudziła
większego zainteresowania. Takie to są „zasługi Kościoła dla Polski”.
Po raz siedemnasty Kościół katolicki wbił Polsce
nóż w plecy w roku 1619, sprowadzając na kraj najazd turecki i szwedzki. Węgrzy
powstali przeciw katolickiemu terrorowi Habsburgów, wsparł ich książę
Siedmiogrodu, lennik turecki Bethlen i obległ Wiedeń. Czesi zdetronizowali Habsburgów
i przysłali mu posiłki. Rozpalała się wojna 30-letnia. „Król jezuitów” Zygmunt
III wysłał „braciom katolikom” Niemcom na pomoc korpus 10 tys. lisowczyków. Bez
zgody sejmu, wbrew protestom kanclerza i hetmana Stanisława Żółkiewskiego! Za
darmo! Naciskał na króla Kościół: nuncjusz papieski Ruini, prymas Gembicki –
przewodniczący senatu – i podkanclerzy biskup Lipski. Lisowczycy rozbili Węgrów
pod Humiennem. Pobity Bethlen zdał relację sułtanowi Osmanowi II. Jak ostrzegał
hetman, na Polskę spadł najazd turecki. Ale właśnie o wplątanie Polski w wojnę
z Turcją chodziło Kościołowi i zdrajcom w sutannach. Cel osiągnęli. Szczupłe
siły polskie przegrały pod Cecorą w 1620 r. Głowa Żółkiewskiego zawisła na
bramie w Stambule, a hetman polny Koniecpolski dostał się do niewoli. Tatarzy
spustoszyli Podole aż po Lwów. Nie było komu bronić... Miesiąc po Cecorze
katolickie wojska Habsburgów pobiły Czechów pod Białą Górą. Czechy na 300 lat straciły
niepodległość. Główną rolę w bitwie odegrali lisowczycy. Ci, których zabrakło w
Polsce! W następnym roku, przewidując ponowny najazd, sejm uchwalił podatki aż
osiem razy większe! Połowę wojska mieli stanowić prawosławni Kozacy
prześladowani przez unię brzeską. Ani trochę nie otrzeźwiło to katolickich fanatyków.
Obrona Chocimia zatrzymała najazd, ale Polska straciła Mołdawię. Czyli wojna przegrana.
Najgorsze, że został zerwany pokój z Turcją trwający od ponad 100 lat. Polska
stała się celem ataku tureckiego. Okazji nie przepuścili Szwedzi i uderzyli na osłabioną
Polskę. Nie miał jej kto bronić, bo wojska poszły na Turków. „Bracia katolicy” Niemcy
na pomoc nie przyszli. Na domiar złego ludność miała już dość katolickiego
terroru jezuitów i otworzyła Szwedom bramy Rygi. Wojna była niepotrzebna, bo
Szwedzi gotowi byli zawrzeć pokój, byle król zrezygnował z pretensji do ich
tronu. Ale była w interesie Kościoła i katolickich Habsburgów, którzy chcieli,
aby Szwedzi bili się w Polsce, z dala od teatru wojny 30-letniej. To te
„zasługi Kościoła dla Polski”.
Osiemnasty
raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy czasie powstania Chmielnickiego. W 1648 r. po
klęsce pod Korsuniem do niewoli dostali się hetmani. Mimo krytycznej sytuacji
interrex prymas Łubieński (trwało bezkrólewie po śmierci Władysława IV) i
podkanclerzy biskup Andrzej Leszczyński (ten miłosierny po katolicku biskup, przywódca
partii wojennej, chciał utopić powstanie kozackie we krwi), sterowani przez nuncjusza
papieskiego de Torres, nie dopuścili do oddania dowództwa wojsk wybitnym wodzom
Radziwiłłowi i Firlejowi, bo... byli oni ewangelikami. Bali się wzrostu
znaczenia ewangelików po zwycięstwie ewangelickiego wodza. Złamali zasadę, że
pod nieobecność hetmanów koronnych dowodzą litewscy. Kalwin Radziwiłł był
polnym litewskim. Kościół jest zatem pośrednim sprawcą haniebnej klęski pod Piławcami
i rozpalenia powstania na całej Ukrainie. Potem Kościół rękoma nuncjusza,
biskupów (z urzędu senatorów) i jezuitów nie dopuszczał do wejścia w życie
zawartych z Kozakami ugód zborowskiej i białocerkiewskiej. W efekcie po każdej
wybuchała kolejna wojna. Nienawiść tak narastała, że w kolejną ugodę hadziacką
nikt już nie wierzył. Kościół szkodził Polsce, by nie dopuścić do uszczuplenia
swoich przywilejów – do wejścia hierarchów prawosławnych do senatu i przywrócenia
praw prawosławiu. Z osłabiania Polski przez Kościół skorzystała Rosja.
Dziewiętnasty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy
w roku 1657, kiedy zawarto traktat welawsko-bydgoski, który uniezależnił Prusy
od Polski. Po skutecznym najeździe na Prusy, zamiast najechać na Brandenburgię
i rzucić elektora na kolana, nie wiedzieć czemu postanowiono negocjować jego
przejście do obozu antyszwedzkiego. Negocjacje powierzono komisarzom: biskupowi
Warmii Wacławowi Leszczyńskiemu i hetmanowi polnemu litewskiemu Gosiewskiemu. Biskup
Leszczyński tytułował się „księciem cesarstwa” (oczywiście niemieckiego), był przyjacielem
elektora, „jego człowiekiem” w senacie Polski. Ten zdrajca po wkroczeniu
Szwedów złożył elektorowi hołd i poddał mu Warmię. Jak komuś takiemu można było
powierzyć negocjacje?! Stali za tym nuncjusz papieski Vidoni, prymas Andrzej
Leszczyński (kuzyn biskupa „negocjatora”) i podkanclerzy biskup Trzebicki, dwaj
ostatni zaprzedani papiesko-niemieccy agenci. Kościół i Habsburgowie akurat
wtedy, po śmierci cesarza Ferdynanda III Habsburga, zabiegali o wybór na tron
cesarski Leopolda Habsburga. Wybierali elektorzy, a jednym z nich był właśnie
brandenburski, książę Prus, lennik Polski. O ten głos toczyła się gra za polskimi
plecami. Ceną było uwolnienie Prus spod polskiego zwierzchnictwa. Elektora
zwolniono od obowiązku lennego, Habsburg głos dostał. Cenę, dzięki Kościołowi,
zapłaciła Polska. W czasie „negocjacji” brzęczało też brandenburskie złoto.
Wiadomo o łapówce 10 tys. talarów, jaką wziął Gosiewski. Biskup Wacław
Leszczyński również otrzymał zapłatę – za taką przysługę dla Kościoła i
Habsburgów został prymasem Polski, co dało mu przewodnictwo w senacie i wielki
wpływ na polską politykę. To i brał dalej łapówki od elektora razem ze swoim
bratem Janem – podkanclerzym, potem kanclerzem koronnym.
Dwudziesty raz Kościół wbił nóż w plecy Polsce
w roku 1660: na sejmie stanęła sprawa reformy państwa, w tym wyplenienia
liberum veto. Po tragedii potopu była powszechna zgoda posłów na reformę.
Zniesienie liberum veto było krokiem najważniejszym, jak pokazała przyszłość. Sprzeciwili
się tej uchwale biskup krakowski Trzebicki i prymas Wacław Leszczyński wraz z bratem
Janem, agenci habsburscy. Sterował nimi poseł habsburski de Lisola. Dla
Kościoła i obcych mocarstw liberum veto było instrumentem bardzo wygodnym –
łapówki brali pojedynczy posłowie, zamiast całych stronnictw. Jezuici,
wychowawcy szlacheckiej młodzieży, wpajali jej, iż jest to fundament szlacheckiej
wolności. Wkrótce liberum veto zupełnie zanarchizowało Polskę, pozostało symbolem
polskiej głupoty i warcholstwa. Między innymi dzięki niemu szczuci przez
Kościół katoliccy fanatycy w roku 1668 odstępstwo od katolicyzmu zaczęli karać
banicją z kraju, a w 1733 r. odebrali ewangelikom i prawosławnym prawa publiczne.
Ta nietolerancja dała pretekst ościennym, innowierczym mocarstwom do ingerencji
w sprawy Polski.
Dwudziesty pierwszy raz
Kościół wbił Polsce nóż w plecy w roku 1677, uniemożliwiając Janowi III
odzyskanie Prus. Król zawarł traktat z Francją, następnie pokój z Turcją w Żórawnie.
W sojuszu ze Szwecją zamierzał pobić Brandenburgię i odzyskać Prusy. Wiele
wysiłku kosztowało Sobieskiego doprowadzenie do takiej konfiguracji
politycznej. Uderzyć na wiecznie wrogą Polsce Brandenburgię w koalicji, pod osłoną
Francji! Jakże inaczej potoczyłaby się historia. Tymczasem Kościół i
Habsburgowie za wszelką cenę chcieli utrzymać Polskę w stanie wojny z Turcją.
Papież naciskał króla listami, zza kulis intrygował jego nuncjusz, płynęło niemieckie
– austriackie i brandenburskie – złoto na łapówki. Opozycją kierowali biskupi Trzebicki
i Wierzbowski, a na Litwie Pacowie; wśród nich dwaj biskupi. Wspierali ich zaciekłą
propagandą Kościoła przeciw pokojowi z „pogańską” Turcją księża z ambon i jezuici.
Toteż opozycja napędzana niemieckimi łapówkami i „słowem bożym” Kościoła przegłosowała
na sejmie... redukcję wojska! Osamotniona Szwecja przegrała wojnę z Brandenburgią.
Ostatnią okazję odzyskania Prus po raz kolejny zmarnował Polsce Kościół. To te „zasługi
Kościoła dla Polski”.
Dwudziesty drugi
raz Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce, gwałcąc elekcję w 1697 r. Królem
wybrano Francuza, księcia Contiego, a prymas Radziejowski wybór ogłosił. Nie
chciała się z tym pogodzić partia antyfrancuska, wspierana przez Kościół i opłacana
niemieckim złotem. Wydali już przecież ogromne sumy na łapówki. Ta elekcja była
„orgią pijaństwa i korupcji”. Interesów Kościoła i Habsburgów pilnował nuncjusz
papieski Davia. Habsburgowie bowiem podporządkowali sobie dwór papieski, także
tam płacąc dostojnikom sowite łapówki. Jakub Sobieski przepadł przez gorszący
spór z matką. Kandydatem partii habsburskiej został elektor saski August
Wettin. Ale był luteraninem. Na trzy tygodnie przed elekcją... przeszedł na katolicyzm
i obiecał Kościołowi skatolicyzować Saksonię. Davia poświadczył mu katolicką prawowierność.
Na łapówki sam August wydał prawie milion talarów. „Wybór” ogłosił klient
Habsburgów, biskup Dąmbski... poza polem elekcyjnym! Niemiec szybko wprowadził
do Polski wojska saskie i przepędził elekta Contiego. Dąmbski koronował Augusta
II, nie mając do tego prawa. Insygnia koronacyjne wykradli przez dziurę wybitą
w murze skarbca, bo ci przestępcy nie mieli kluczy, a bali się wyłamywać drzwi.
To pasmo łamania prawa, nawet zbrodnie, nie przeszkadzały „świętemu” Kościołowi,
który co krok nas poucza i rozlicza z grzechów. August II posadzony na tronie z
pomocą Kościoła wciągnął Polskę w katastrofę III wojny północnej. Kraj został
straszliwie zniszczony. Rabował, palił, mordował i gwałcił kto tylko mógł: Szwedzi,
Rosjanie, Sasi, nawet własne polskie wojska. Jedzono padlinę, dochodziło do ludożerstwa.
Do tego przywleczona przez obce wojska zaraza z lat 1707–1712 wybiła ok. 30 proc.
ludności. Kościół – mimo katastrofy katolickiej Polski – nadal popierał Niemca,
farbowanego katolika, nawet po jego detronizacji. Kwitł antypolski flirt
Kościoła z Rosją, ponad religijnymi podziałami. Prymasa Radziejowskiego za detronizację
Niemca papież pozbawił urzędu, przymknął oko na uwięzienie przez Rosjan arcybiskupa
Zielińskiego, który koronował Stanisława Leszczyńskiego. Godności kościelne były
zapłatą dla stronników Sasa i agentów Rosji. Zawsze kosztem naszej ojczyzny.
Dwudziesty trzeci raz Kościół katolicki wbił Polsce
nóż w plecy na sejmie niemym w 1717 r. Zdetronizowanemu Augustowi II w roku
1709 pomogły powrócić na tron Rosja i Kościół. Dążąc do zaprowadzenia rządów
absolutnych, Niemiec w roku 1713 wprowadził do Polski wojska saskie, które poczynały
sobie jak w kraju okupowanym. Gdy Sasi zamordowali kilku szlachciców, wybuchła
wojna domowa – szlachta zawiązała konfederację tarnogrodzką przeciw królowi. Konfederaci
nie zgodzili się na mediację nuncjusza papieskiego, pamiętając, kto Niemca posadził
na tronie i popierał nawet po detronizacji. Wobec tego biskup Szaniawski i hetman
Pociej wystąpili z propozycją mediacji... cara Piotra I. Poszło łatwo, bo
kanclerzem był wówczas Jan Szembek, płatny agent Rosji, senatowi przewodniczył
jego brat prymas Krzysztof, a podkanclerzym był biskup de Alten Bokum (patrz:
„Zdrajcy w sutannach”). Rosja, oczywiście, wprowadziła swoje wojska do Polski,
a gen. Dołgoruki narzucił porozumienie. Pod rosyjskimi bagnetami odbył się
sejm, na którym nikogo nie dopuszczono do głosu, stąd nazwa: sejm niemy.
Głosowano wcześniej uzgodnione ustawy. Kościół w porozumieniu z Rosją uzyskał,
co tylko chciał. Przede wszystkim innowiercom zakazano publicznego odprawiania
nabożeństw ewangelickich i prawosławnych. Wymusiło to zamykanie kościołów
ewangelickich, a cerkwie przejmowali unici. Rosja i Niemcy godziły się na
szykany względem własnych braci w wierze, gdyż był to zawsze konieczny wymóg
Kościoła w zamian za zdradę i osłabienie Polski – utrzymanie silnego
katolicyzmu było priorytetem, skutkiem zaś – zawsze słabe państwo. Saskie
wojska musiały być z Polski wycofane, urzędy mogli sprawować tylko Polacy,
ograniczono władzę hetmanów. Rosja poczuła się zwolniona z zobowiązania oddania
Polsce zdobytych na Szwedach Inflant, co zagwarantowała w traktacie narewskim.
Czyli na udziale w III wojnie północnej, i to w zwycięskiej koalicji, Polska nie
zyskała nic, poza ruiną kraju i utratą suwerenności. Na sejmie biskup Łubieński
spowodował ograniczenie liczebności wojska polskiego maksymalnie do 18 tys. w
Koronie i 6 tys. na Litwie. Uchwalono jednak tak niskie porcje żołnierskie, że
starczało zaledwie dla 12 tys. wojska. Jak to się miało do ponadstutysięcznych armii
sąsiadów, przyszłych zaborców? W ten sposób ukrócono żądania szlachty, by Kościół
płacił podatki na obronę Polski. Kraj był zniszczony licznymi wojnami i
zarazami. Kwitły jedynie ogromne majątki biskupie i zakonne. Zdrajcy w
sutannach rozwiązali problem wraz z polskim wojskiem. Polska zastała przez nich
rozbrojona i rzucona na łup zaborcom! Gwarantem ustaw sejmowych uchwalonych na
życzenie biskupów została Rosja i w ten sposób z Polski zrobiono rosyjski
protektorat. Tak Kościół przyczynił się do utraty przez Polskę suwerenności i
rzucenia jej w szpony Rosji! Dołgoruki został pierwszym ambasadorem, a właściwie
wielkorządcą Rosji w Polsce. „Osiągnięcia” sejmu niemego są porównywalne w
skutkach do sejmów rozbiorowych.
Dwudziesty
czwarty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, gwałcąc elekcję (kolejną, już czwartą!)
w 1733 r. Na tej elekcji wybrano niemal jednogłośnie Stanisława Leszczyńskiego.
Znany z tolerancji, do tego teść Ludwika XV, był dla Kościoła nie do przyjęcia.
Wojska rosyjskie znów weszły do Polski, a do ich obozu przybyli biskupi Lipski
i Hozjusz. Lipski pod rosyjskimi bagnetami „przeprowadził elekcję” w obecności
zaledwie garstki szlachty. Było ich tylu, że nazwano ją „elekcją w grochowskiej
karczmie”. Hozjusz ogłosił królem Augusta III. żaden z biskupów nie miał do
tego prawa. Ponieważ na sejmie konwokacyjnym podjęto uchwałę wykluczającą z
elekcji cudzoziemca i usankcjonowano ją przysięgą, kardynał Albani – protektor
Polski w Rzymie – załatwił błyskawiczne unieważnienie przysięgi sejmu polskiego!
Już wtedy współpraca papieży z prawosławną Rosją przeciw katolickiej Polsce kwitła
(Kościół zawsze trzymał z silniejszymi, nieważne – car czy Hitler). „Elekcja”
ta była bezprawiem i naruszeniem suwerenności Polski, bo odbyta pod rosyjskimi bagnetami
nie była ani wolna, ani suwerenna. Widać, jak Kościół traktował niepodległość Polski:
miał ją po prostu gdzieś. Wybuchła wojna domowa, wojska rosyjskie wyparły Leszczyńskiego,
łupiąc przy okazji Polskę, a niemieckiego uzurpatora koronował biskup Lipski. Insygnia
wydał zdrajcom ich kustosz, podwładny biskupa Lipskiego, proboszcz katedry
Komorowski. Zapłacono mu sowicie: papież na prośbę Niemców i Rosji nagrodził go
złotodajnym arcybiskupstwem gnieźnieńskim z pyszną godnością prymasa Polski. Uzurpator
przystąpił do pacyfikacji przeciwników: przekupstwo, kwaterunki wojsk, rabunki,
kontrybucje, kryminalne porwania – to były środki zaprowadzania wygodnego
Kościołowi porządku i „nieskrępowanego wyznawania wiary”. Wszystko bagnetami
sprowadzonych do Polski wojsk saskich (luterańskich) i rosyjskich (prawosławnych)!
August III na łapówki wydał astronomiczną sumę ok. 8 milionów talarów! Szybko
to sobie odbił w dwójnasób na Polakach.
Po
raz dwudziesty piąty Kościół wbił nóż w plecy Polsce w roku 1767, pomagając
Rosji zmontować konfederację radomską, aby obalić reformy Stanisława Augusta.
Dążąc do powstrzymania reformatorskich poczynań króla, ambasador Repnin
postanowił wykorzystać tępotę katolickich fanatyków, kołtunów szlacheckich wychowanych
przez jezuitów. Wywołał sprawę równouprawnienia innowierczej szlachty. Trafił w
dziesiątkę. Za rosyjskie pieniądze zawiązano dwie konfederacje innowierców. Ten
sam Repnin podpuścił zdrajców nuncjusza i biskupów. Ci użyli księży oraz
jezuitów do poszczucia z ambon katolickich fanatyków, którzy „w odpowiedzi” na
te konfederacje, zawiązali katolicką konfederację radomską. Znowu krążyło
rosyjskie złoto. Skaczące sobie do oczu konfederacje, katolicka i innowiercze, kotłowały
się w... przedpokojach ambasady rosyjskiej. Ogłupienie zapierające dech w piersiach.
Oszalałych z nienawiści katolickich fanatyków Kościół podszczuwał poparciem
samego papieża poprzez nuncjusza Duriniego oraz propagandą z ambon. Przywódcami
fanatyków byli biskupi: niebywały warchoł Sołtyk (na sejmie komenderował tłumem
rozwścieczonej szlachty), Załuski i Krasiński. Repnin obiecywał im detronizację
króla i... niedopuszczenie do równouprawnienia innowierców. W tej iście makiawelistycznej
intrydze pomagał Repninowi ksiądz Podoski – ostatni łotr, cynik i Płatny Zdrajca,
Pachołek Rosji. Na czele konfederacji radomskiej Repnin postawił księcia Karola
Radziwiłła „Panie Kochanku”. Francuz, gen. Dumouriez tak określił tego katolickiego
fanatyka, wychowanka jezuitów: „Najbogatszy pan w Polsce, ale głupie bydlę”.
Toteż nietrudno było Repninowi wystawić całą tę zgraję oczadziałych kadzidłem
wychowanków jezuitów, kołtunów szlacheckich, do wiatru. Na „sejmie
repninowskim” w 1768 roku podpisano traktat z Rosją. Szlachcie prawosławnej i ewangelickiej
przyznano pełnię praw politycznych, Rosja ponownie stała się gwarantem „praw
kardynalnych”, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Przywrócono rosyjski
protektorat nad Polską. Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością
prymasa Polski – na prośbę Rosji obdarzył go nią papież, wbrew protestom króla Polski.
Zdrajca biskup Sołtyk żalił się w czasie sejmu w liście do kumpla w sutannie
Podoskiego: „Zawiedzeni zostaliśmy, jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy
wzmocnić wolność, a staliśmy się niewolnikami”. Wkrótce pojechał kibitką do
Kaługi, gdzie na zesłaniu spędził pięć lat. Prorok?... Tak to kolejny raz
Kościół uniemożliwił reformy w Polsce (patrz: nóż 11, 15 i 20), pomagając przy
tym prawosławnej Rosji. To te „zasługi Kościoła dla Polski”.
Po raz dwudziesty szósty Kościół katolicki wbił
nóż w plecy Polsce, doprowadzając do wybuchu konfederacji barskiej w 1768 roku.
Po równouprawnieniu innowierców kler przystąpił do kontrataku, chcąc je cofnąć.
Papież Klemens XIV polecił nuncjuszowi Duriniemu napomnieć biskupów, „(...) że
są w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami”. Nuncjusz użył
jezuitów i ambon do zaciekłej akcji propagandowej, skierowanej przeciwko Rosji,
która równouprawnienie przeforsowała. Wykorzystał powszechne oburzenie
wywiezieniem przez Repnina do Kaługi czterech senatorów, w tym biskupów Sołtyka
i Załuskiego. Prawą ręką Duriniego był biskup Krasiński, który został przywódcą
konfederacji barskiej. Duchowym jej patronem był „ksiądz Marek” Jandołowicz. Ta
nieprzytomna ruchawka katolickich fanatyków w ciągu pięciu lat zrujnowała i
wykrwawiła kraj, stała się bezpośrednią przyczyną I rozbioru i pozbawiła Polskę
możliwości oporu. Chaos był taki, że przez pięć lat nie mógł zebrać się sejm!
Powstanie chłopskie („koliszczyzna”) spustoszyło Ukrainę. Powstańcy wyrżnęli
ok. 200 tys. Polaków i Żydów, nikt nie liczył ofiar odwetowego ludobójstwa. Durini
został z Polski odwołany na żądanie Rosji. Jak pisze prof. Łukasz Kurdybacha,
rola nuncjusza papieskiego Duriniego w rozpętaniu tej wojny domowej nie została
do końca odkryta. Następca Duriniego, Garampi, nawiązał ponownie bliską
współpracę z Rosją. Oczywiście, przeciwko Polsce, a raczej tego, co z niej zostało...
Po raz 27 Kościół katolicki wbił nóż w plecy
Polsce w czasie sejmu rozbiorowego w 1773 r. Po stłumieniu konfederacji
barskiej, idiotycznej ultrakatolickiej ruchawki, zaborcy przystąpili do rozbioru
Polski. Zrujnowana i wykrwawiona nie miała szans się przeciwstawić. Król
Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, który miał świetne układy
ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi odpowiedział mu:
„Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”. Gdy cesarzowa
Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami moralnymi co
do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył
jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko
właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się
niebywale; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla
duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe
panowanie możliwie daleko” (wg Lelewela). Jeśli Kościół, potężna siła w Europie,
moralny autorytet przynajmniej dla państw katolickich, nie zaprotestował, to
kto miał zaprotestować? Nikt w Europie... Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami
ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm byli biskupi:
Młodziejowski – jako kanclerz – był organizatorem sejmu, Ostrowski
przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi
mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”.
Za „zasługi dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii
zapłacił złotodajną godnością prymasa Polski i Litwy. Czy Kościół nie zasłużył
na miano „czwartej potencji rozbiorowej”? Historia pokazała, jak obca była
Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka lat po wymuszonym
przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w Polsce nie
dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji – nietolerancji i prześladowań
narzuconych Polakom przez kler – Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością nie
byłoby rozbiorów.
Dwudziesty ósmy raz
Kościół wbił – i to po wielokroć – Polsce nóż w plecy po I rozbiorze,
kolaborując z zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi
złożyli przysięgę nowym władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali
lud do posłuszeństwa: „Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym
następcom w rządach, jako nam najłaskawszemu królowi i władcy kraju być
poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym... Dbać o uczucia wierności dla króla,
o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To fragment roty przysięgi biskupów
polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze. Wymienić tu trzeba szczególne kanalie
w sutannach: arcybiskupa Sierakowskiego, biskupów Sołtyka (pochowany w katedrze
wawelskiej!), Massalskiego, Ostrowskiego, a nawet Krasickiego. Toteż oporu nie
było żadnego, kler nie ustawał w ukłonach dla nowych władców i w przekonywaniu Polaków,
że muszą teraz służyć nowym panom. Upewniło to zaborców, że dalsze rozbiory też
zakończą się sukcesem. Byle głaskać purpurowe i czarne suknie... Zaborcy
zagarnęli część wielu diecezji, reszta ich obszaru pozostała w okrojonej
Polsce. Zupełną katastrofą było, że większość z tych zdrajców biskupów nadal
zasiadała w polskim senacie, będąc jednocześnie poddanymi zaborców i im się
wysługując. Kiedy Katarzyna II zaczęła tworzyć nową strukturę Kościoła
katolickiego na terenach I rozbioru, i to bez zgody papieża, nie natrafiła na
opór, a wręcz przeciwnie. Kler kolaborował masowo z urzędasami carskimi, a
zdrajcy Siestrzeńcewicz, Benisławski, Sierakowski i inni mianowani przez carycę
„biskupami” ochoczo przyjęli sakry biskupie i pensje. Wkrótce wsparł ich i
papież Pius VI – przysłał nuncjusza Archettiego, zatwierdził nową rosyjską
strukturę Kościoła katolickiego, całkowicie niezależną od polskiej, i sam wyświęcił
„biskupów” Katarzyny. Tak wszeteczna bestia legitymizowała I rozbiór Polski. Karty
szczególnej zdrady i hańby zapisali jezuici. Mimo kasaty zakonu przez papieża w
1773 r., Prusacy i Rosjanie pozwolili im działać i nadal wychować młodzież.
Warunek był prosty: wychowywać polską młodzież w duchu posłuszeństwa zaborcom.
Jezuici gorliwie to wypełniali. Komisja Edukacji Narodowej nie objęła swym
działaniem terenów I rozbioru. To powinno nam uświadomić, jakie szkody Kościół
i jezuici wyrządzili Polsce.
Dwudziesty
dziewiąty raz Kościół wbił Polsce nóż w plecy, obalając Kodeks Zamojskiego w
1780 roku. Kolejny raz (patrz: noże 11, 15, 20 i 25) Kościół uniemożliwił
naprawę państwa. Po wstrząsie wywołanym przez I rozbiór panowała zgoda co do
konieczności reform i ratowania pomniejszonego kraju. Zadanie opracowania
zbioru praw sejm pod wpływem króla Stanisława Augusta powierzył w 1776 r.
byłemu kanclerzowi koronnemu Andrzejowi Zamojskiemu. Wśród twórców Kodeksu był
m.in. Józef Wybicki. Nuncjusz papieski Archetti nasłał swego agenta biskupa
sufragana płockiego Krzysztofa Szembeka, by go o wszystkim informował. Po dwóch
latach pracy, w roku 1778 Kodeks był gotowy do przedstawienia sejmowi. Kodeks
Zamojskiego miał umocnić państwo, przede wszystkim więc ograniczał przywileje
Kościoła. Wprowadzał też pewne zmiany polityczne i ujednolicał prawo. Biskupi
nie chcieli jednak zgodzić się na jakiekolwiek ograniczenie swoich przywilejów.
Nuncjusz Archetti na polecenie papieża przystąpił do kontrakcji. Szukał sojusznika
nawet w rosyjskim ambasadorze Stackelbergu. Kardynał Pallavicini w imieniu papieża
zalecał szczególną ostrożność: „Porozumienie i współpraca nasza z państwem heretyckim
nie powinna tam wyjść na jaw, gdyż to przyniosłoby nam szkodę, jakkolwiek Opatrzność
posługuje się nieraz takimi środkami celem pokrzyżowania ludzkiej polityki dla
dobra Kościoła i jego głowy”. Czy trzeba lepszego dowodu, że Kościół katolicki
to podstępna, zdradziecka i antypolska mafia? Ale nawet naciskany przez
nuncjusza Stackelberg odmówił bezpośredniego poparcia. Król usiłował przekonać
Kościół do konieczności reform – pytał o powody sprzeciwu, skoro proponowane
rozwiązania były od dawna stosowane w innych krajach katolickich: „Dlaczego
Polska ma być niżej ceniona? Czyż nie zasługuje ona na te same łaski i względy?”.
Przypominał, że nasz kraj był przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa... Król nie
zaniedbał nawet wysłania do Rzymu do papieża swego posła, zaufanego księdza,
Włocha Ghigiottiego. Bezskutecznie. Widząc, że nuncjusz zamierza użyć liberum
veto i zerwać sejm, aby obalić Kodeks, król – chcąc ratować reformy – wycofał
projekt spod obrad i przeniósł na sejm 1780 r. Archetti działał zza kulis „przy
pomocy wrzawy, intryg, gróźb i złota”. Na sejmiki ruszyli zakonnicy, sączyć jad
do uszu pijanej szlachty, swoje robili kapelani i spowiednicy magnatów.
Urzędnikom tłumaczyli, że Kodeks wprowadzi ich odpowiedzialność karną;
magnatom, że pozbawi ich tytułów książąt i hrabiów; szlachcie, że ograniczy jej
władzę nad chłopami; hołocie szlacheckiej, że straci prawa polityczne. Na
sejmiku w Środzie przygotowano zamach na życie Wybickiego. W ogóle nie podnoszono
najważniejszej sprawy – ograniczenia przywilejów Kościoła – z obawy, że
szlachta mogłaby to poprzeć. Ponieważ nikt nie czytał Kodeksu, ta intryga
Kościoła trafiła na podatny grunt. W tej sytuacji król postanowił powołać komisję
sejmową do zbadania Kodeksu i wprowadzenia jakichś zmian. Zgodził się na to nawet...
Stackelberg, ale... nie Kościół! Pallavicini pisał do Archettiego: „Ojciec Święty
ufa Waszej Przewielebności i wierzy, że W.P. użyje wszelkich środków dla
obalenia kodeksu”. Podstępni zdrajcy nie odpuszczali. Na sejmie przekupieni
przez nuncjusza posłowie wśród wrzawy zaczęli demonstracyjnie Kodeks drzeć i
rzucać na ziemię. Sejm podjął uchwałę: „(...) tenże Zbiór Praw na zawsze uchylamy
i na żadnym sejmie aby nie był wskrzeszany, mieć chcemy”. Wspaniałą okazję naprawy
państwa 13 lat przed Konstytucją 3 maja zmarnował Polsce Kościół. Takie to są „zasługi
Kościoła dla Polski”.
Trzydziesty raz
Kościół katolicki wbił Polsce nóż w plecy, popierając targowicę i wskazując drogę
do drugiego rozbioru. Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł
się pogodzić z „bezbożnym, jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi
hasłami oraz utratą majątków, które Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska.
Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i
Staszica jako jakobinów. To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z
Polską i jej rozbioru, kierując 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny
II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich
wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 3 maja,
którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji
do wojny z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy,
najlepiej terytorialnych. Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy
szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę.
To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie
konfederacji stało się początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”.
Wspomniany nuncjusz Saluzzo namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic
dziwnego, że wielu biskupów aktywnie działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem
był biskup Sierakowski; przywódcą na Litwie – Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków
z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja; biskup Okęcki listem pasterskim
zarządził modły o powodzenie targowicy i został cenzorem wydawnictw; działali
bp. Massalski i Adam Naruszewicz. Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki,
cenzurę wydawnictw i zwróciła oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o
wysłanie polskiej kawalerii narodowej na wojnę z... rewolucyjną Francją!
Po raz
trzydziesty pierwszy Kościół katolicki wbił nóż w plecy Polsce na „sejmie
hańby” w Grodnie w 1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór. Po
klęsce Polski w wojnie w 1792 r. i zaprowadzeniu rządów targowicy Rosja
przysłała do Warszawy ambasadora Sieversa z zadaniem doprowadzenia do II
rozbioru i ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm. Koszty, czyli
łapówki, pokrywała do spółki z Prusami. Kościół był wdzięczny targowicy i Rosji
za obalenie jakobińskiej Konstytucji 3 maja, przywrócenie mu edukacji młodzieży
i majątków zabranych przez Sejm Wielki na odbudowę wojska polskiego. Toteż
wśród głównych aktorów „sejmu hańby” byli biskupi: Skarszewski, targowicki
podkanclerzy, ten sejm organizował; Kossakowski rosyjskim złotem przekupywał i dobierał
posłów (67 dukatów od głowy!); Massalski wygłaszał prorosyjskie mowy „o nieograniczonej
ufności we wspaniałomyślność cesarzowej”. W kościołach warszawskich czytano list
pasterski bpa Okęckiego z 2.09.1792 r., w którym wzywał do modłów, „ażeby Bóg błogosławił
pracom konfederacji generalnej dla dobra ojczyzny podjętym”. Kiedy już po II
rozbiorze uproszony przez króla Stanisława Augusta kardynał protektor Polski Antici
błagał papieża Piusa VI o interwencję na rzecz Polski, papież odpowiedział, że
uważa ją za nieodpowiednią w obecnych okolicznościach, i radził kapitulację
przed zaborcami. Ważniejsze dla Kościoła było utopienie we krwi rewolucji
francuskiej.
Trzydziesty drugi nóż wbity
przez Kościół tkwił w plecach Polski przez 800 lat – od chrztu do rozbiorów. To
potworna grabież dziesięciną, świętopietrzem, annatami, iura stolae (opłaty za
chrzty, śluby i pogrzeby; musieli je płacić proboszczom także innowiercy),
opłatami sądowymi w sądach kościelnych (także odwołań do Rzymu), łapówkami za
korzystne wyroki, haraczami za zdjęcie klątw, opłacaniem „przychylności” urzędników
papieskich. Bogatych otaczały sfory darmozjadów i wyłżygroszy w sutannach – kapelani,
spowiednicy i kaznodzieje, wyłudzający pieniądze i nadania „za pokutę” czy
różne ślubowania. Oprócz tego naszych przodków okradano takimi opłatami jak:
meszne, iura menta (za udział duchownego w sądach), mortuarium (odumarszczyzna),
podzwonne (za dzwonienie na pogrzebie), pokropki, poświęcenia. A pańszczyzna w
majątkach kościelnych, przymus picia alkoholu, kary pieniężne, pokuty i chłosta
za byle co? No i taca! Kościół bogacił się jeszcze, pożyczając Żydom pieniądze
na lichwę, wydzierżawiając ziemię i nieruchomości, a nawet... sprzedając chłopów
jak zwykłych niewolników! To wszystko było złodziejom w sutannach mało, więc mnożyli
sanktuaria, handlowali relikwiami i odpustami. Jeden z ciekawszych numerów:
jezuici w czasie częstych wtedy epidemii handlowali... pigułkami na zarazy. Jak
pacjent umarł, to nie reklamował; jak przeżył, to dziękował. Równocześnie
Kościół praktycznie nie płacił podatków, nawet na obronę Polski. Wysilał się tylko
czasem na subsidium charitativum, czyli podatek dobrowolny. Zawsze były to
ochłapy. W roku 1775 (już po I rozbiorze) Kościół zaczął płacić 600 tys. zł
rocznie. Zmusił ich do tego... rosyjski ambasador Stackelberg! Tu ukazała się
głupota nienasyconej bestii. Pazerność odjęła jej rozum: skarby, których się
nałykała... zagrabili jej w czasie potopu Szwedzi. Bestia była tak tępa, że to doświadczenie
niczego jej nie nauczyło. Nachapała się ponownie, ale nadal nie chciała płacić
podatków na obronę Polski i... znów obrabowali ją podczas III wojny północnej Szwedzi,
Rosjanie i Sasi. Bestia znowu zabrała się do wyłudzania pieniędzy od ogłupionych
Polaków, nachapała się i... Dwie lekcje powinny wystarczyć – płaciła wreszcie
podatki? Ale przecież to Kościół katolicki, to i trzeci raz ją oskubali – tym
razem zaborcy! Potem jeszcze bolszewicy i hitlerowcy. Coś strasznie tępa ta
bestia. Bestia przywilejami podatkowymi cieszy się nadal...
Trzydziestym trzecim nożem Kościół katolicki wiercił
w plecach Polski także 800 lat: to oświata. Kościół przez wieki miał monopol w edukacji
Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół ewangelickich
doby reformacji. Hasło „Raków” jest w każdej liczącej się światowej
encyklopedii. Kościół zdegradował ten kwitnący europejski ośrodek myśli,
kultury i nauki do rangi wioski. Raków to symbol: zakłamana bestia ze
wszystkiego zrobi wiochę. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży
chowanie” – proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii.
To Kościół był piewcą złotej wolności, obrońcą wolnej elekcji i liberum veto. Potrzebował
ich, aby utrzymać Polskę w stanie anarchii, by móc ją grabić bez przeszkód. To Kościół
katolicki wychowywał polską młodzież, zaszczepiał jej fanatyzm katolicki, kołtuństwo
i anarchię. To Kościół katolicki zamordował Polskę. Pamiętajmy, że najwięksi zdrajcy
w naszej historii to m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski,
Massalski, Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim
Radziejowski, Adam Poniński, Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli
wychowankami szkół katolickich, w ogromnej większości jezuickich. To Kościół
siał nietolerancję, pogardę, uczył donosicielstwa i lizusostwa. Efekt tego
katolickiego ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do
kultury europejskiej NIC! Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej
równo z trawą, czego dowodem był brak naukowej terminologii w języku polskim!
Stworzyła ją dopiero Komisja Edukacji Narodowej. Wydarto załganej bestii
edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z
dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król
Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji
Narodowej. Opór i sabotaż ze strony Kościoła przedstawimy w osobnym artykule. Dzieło
KEN cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego
ziarna jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić.
Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie
zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często
niepiśmienni. Katolicki program nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu
i śpiew kościelny. Jedynym awansem społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego
chłopa była... ministrantura, potem „stanowisko” kościelnego lub organisty. Toteż
analfabetyzm wśród ludu w połowie XVIII w. sięgał 95 proc.! Polski robotnik
potrafił wykonać tylko prace proste, a na stanowiska techniczne sprowadzano
Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal zawsze ewangelików. Zaś o edukacji
dziewcząt nie było w ogóle mowy! Taki sam „program edukacyjny” był w Ameryce dla...
niewolników murzyńskich! Trudno się dziwić, że polscy emigranci do USA w XIX
w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne „Polish jokes”. Dlatego
budzi przerażenie, że mimo tych doświadczeń wpuszczono dzisiaj Kościół do szkół.
Ogłupiony lud ma wierzyć w cuda, cudów oczekiwać, znosić kasę do kościołów, sanktuariów
i całować szamanów po rękach. Jak w afrykańskim bantustanie. Katolicki kamień u
szyi, który topił polską oświatę przez wieki i opóźniał rozwój kraju, znowu nam
przywiązano. Przedstawiliśmy największe
klęski w naszej historii do czasu rozbiorów. Do sprowadzenia tej katastrofy na
Polskę walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w sutannach
czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach.
Wymazać, że umundurowani funkcjonariusze Kościoła (bo sutanna to przecież
mundur) sterowali polską polityką i podporządkowywali ją interesom obcego
państwa – Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był
duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse
zależały od wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich. Kościół
kierował nie tylko polską polityką: wszystkich królów otoczył szczelnym murem kapelanów,
spowiedników, kaznodziei, sekretarzy. Także królowe. Wychowawcami dzieci
władców byli prawie zawsze duchowni; tak samo u magnatów. Pasożyty zlatywały
się do władzy i pieniędzy. Przed każdym sejmem wszyscy znaczący senatorowie katoliccy
otrzymywali papieskie brewe ze wskazówkami! Do tego Kościół dzierżył oświatę i
jedyne wówczas masowe medium – ambonę. Spowiednicy sączyli jad do uszu klęczących
przed nimi ludzi. Kościół miał w Polsce władzę absolutną! Jak daleko sięgają
ich macki, świadczy fakt, że odkrywcza książka prof. Łukasza Kurdybachy „Dzieje
Kodeksu Andrzeja Zamoyskiego”, wydana w 1951 r. w skromnym nakładzie, dotąd nie
doczekała się drugiego wydania. Niemal ślad zaginął po dziele prof. Wacława
Sobieskiego „Nienawiść wyznaniowa tłumów za rządów Zygmunta III”, nie
wznawianej od... 1902 r.! Od 105 lat! Przykłady można mnożyć. Pod rządami katoprawicy
pojawiło się coś znacznie gorszego od cenzury – to autocenzura. Każdy Czytelnik
fakty tu podane może sprawdzić. Byle w źródłach rzetelnych, niepochodzących od fałszerzy
historii w sutannach. Namacalnymi dowodami ich fałszerstw są katedry i kościoły
wypełnione nagrobkami i epitafiami zdrajców w sutannach. Po lekturze tego cyklu
trudno mieć wątpliwości, że gdyby nie Kościół, nie byłoby rozbiorów, Polacy nie
musieliby przelewać krwi w walkach o niepodległość. Nie byłoby więc wywózek na Sybir,
krwawych narodowych powstań. Nikt nie śmiałby urządzić nam Katynia. A oni
jeszcze wyciągają łapy po kasę za „opiekę”... Większość z tych „zasług Kościoła
dla Polski” z uwagi na objętość cyklu ujęliśmy skrótowo. W przyszłości
przedstawimy je w szerszych opracowaniach.
http://www.alberto.pl