niedziela, 16 grudnia 2012

Pilne. Smoleńsk

Aby dobrze sprzedać samochód, to przede wszystkim trzeba go umyć. Supermarket chcący zwiększyć sprzedaż więcej owoców, umieszcza w ich pobliżu lustra, celem wywołania efektu przepychu. Właściiel wiejskiej dyskoteki, chcąc przeciągnąć młodzież robotniczo-chłopską, musi na plakacie napisać coś, co wzrok ich przyciągnie. Na przykład wielki napis SEKS, zaś małą czcionką następującą treść:"nie ma z tym ogłoszeniem nic wspólnego. Zapraszamy na noc starych przebojów w nowych wersjach". Podobne pomysły można mnożyć, nawet pod rządami Donalda Tuska dyskryminującego Telewizję trwam, sprzedającego niepodległość na wschód i zachód, o germanizacji poczty nie wspominając. Natomiast jak sprzedać gazetę? Wyjaśnię to na przykładzie Gazety Polskiej Codziennie:
Po pierwsze tytuł: "Prokuratura od dwóch lat wiedziała o wybuchach" - potencjalny kupujący zaczyna się zastanawiać: więc jednak trotyl c4, dlaczego aż dwa lata? To napewno sprawka Donalda Tuska, co nieprzypadkowo ma wilcze oczy.
Po drugie: wątek amerykański. No i mamy, w zależności od potrzeb: amerykańskiego eksperta pracującego na amerykańskim uniwersytecie, amerykański sprzęt lub amerykańską firmę, która wykona jakieś badanie. Mimo, że amerykański Prezydent zainteresowany Smoleńskiem nie jest, mityczna Ameryka jest wyobrażeniem czegoś lepszego, ziemi obiecanej, luksusu. Świadczą o tym rzesze turystów zamieszkujących tereny Jackowa czy Green Pointu. W tym przypadku padło na amerykańską firmę SmallGis, która opracowała satelitarną mapę ukazującą tzw. wybuchy.
Sprawa trzecia: Potwierdzenie eksperta mające na celu wzmocnić wiarygodność artykułu. Tutaj padło na byłego szefa BORu płk Andrzej Pawlikowskiego, który stwierdził, że coś jest na rzeczy w temacie pożarów a dokładniej wybuchów.
Po czwarte:niepokazanie wszystkiego, co ma wzmóc ciekawość. W naszym przypadku będzie to nieopublikowanie mapy i zdanie się na wiarę w to, co pisze redaktor.
Wyżej wymienione wabiki skłonią do zakupu gazety a w dalszej kolejności do utwierdzenia wiary w zamach.
Jednakże stare przysłowie mówi, że nie wszystko złoto, co się świeci. Wypucowany kupiony samochód może okazać się tzw szczepanem, z zakupionego owocu może wypełznąć robal, zaś wizyta w wiejskiej dyskotece zakończyć się może obitą mordą. Podobnie z gazetą.
Po pierwsze wybuchy. Trudno, żeby ich nie było, skoro samolot miał ok 10 ton paliwa.
Po drugie amerykańska firma SmallGis. W Internecie takiej amerykańskiej firmy nie ma. Jest za to polska firma o tej samej nazwie, dostarczająca m. in. wysoko rozdzielczych ortofotomap satelitarnych (piksel 0,5 m - a nie jak podaje gazeta 0,5 piksela) smallgis.pl/index.php/o-firmie
Po trzecie ekspert. Były szef BORu płk Andrzej Pawlikowski po odwołaniu go ze stanowiska zajmuje się wyłącznie krytykowaniem poczynań ekspertów oraz rządu i robi to przede wszystkim w "mediach smoleńskich"
Natomiast, jeżeli chcemy dowiedzieć się czegoś o jego kompetencjach, czeka nas rozczarowanie. Internet jest prawie tak samo wyczyszczony, jak z informacji o karierze  Wojciecha Jasińskiego w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Płocku. Jednakże coś  znalazłem: "W 2007 r. Biuro Ochrony Rządu w nadzwyczajnym trybie awansowało na stopnie oficerskie 46 osób. Kursy oficerskie trwały po 11 dni. Ostatni odbył się dwa tygodnie przed wyborami". Pomysłodawcą przyspieszonych kursów był szef BOR płk Andrzej Pawlikowski. Pozostaje w dyspozycji obecnego szefa BOR. Gazecie nie udało się z nim skontaktować."www.wprost.pl/ar/124114/Oficer-BOR-w-11-dni/No i wyszło, że nie taki ekspert kompetentny, jak go malują. 
I na koniec kwestia wybuchów. Po pierwsze. Na oficjalnym dokumencie pt. Załączniki do Raportu końcowego Komisji Millera (przypominam, że jest to oficjalny zespół, złożony nie z cukierników i innych fachowców spoza branży badania wypadków lotniczych), na stronie 107 czytamy:

Teraz kwestia map z zaznaczonymi wybuchami. Okazuje się, że w Raporcie Komisji Millera nie ma o nich mowy. Jest natomiast mowa o pożarach wywołanych wiosennym wypalaniem traw.  Na stronie 194 widzimy:
Zaś na stronie 297:

Powyższy przykład wskazuje, iż niektórzy zapominają, że reklama przede wszystkim nie może wciskać kitu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz