wtorek, 18 grudnia 2012

Polskie Pilsnery

To nie żart. Tak pisze niezalezna.pl
Piękny przykład daje SDP. Chciałbym przypomnieć "dzieła" Pań:
I Dłużewska
Hienę roku otrzymał Wojewódzki i Figurski za żart z Ukrainkami. A propos żartów, wyróżnienie powinien dostać Warzecha, bo ma podobne poczucie humoru.
Gratulacje Dziennikarze. Monty Python tego by nie wymyślił:)

Smoleńsk

Nie tak dawno Antoni Macierewicz zaproponował komisji Millera debatę nt. katastrofy smoleńskiej. W najsilniejszym po stronie prawdy portalu czytamy:
"Zwracamy się do strony rządowej i ekspertów ze strony zespołu Millera o podjęcie otwartej, uczciwej i profesjonalnej dyskusji, najlepiej na jednym z uniwersytetów warszawskich, w końcu stycznia, gdzie przy obecności kamer będzie można przedyskutować wszystkie kwestie i przedstawić wszystkie argumenty na rzecz wersji, którą próbowała bronić strona rządowa, a także na rzecz tych informacji, eksperymentów i analiz, które zebrał i przedstawia zespół parlamentarny."
Wychodzi jednak na to, że propozycja zostanie odrzucona. Wszystkim polecam najnowszy wywiad z płk Laskiem szefe Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który obnaża "cuda" głoszone przez Zespół Macierewicza. Oto fakty, które nie docierają do miłośników teorii zamachowych, choć powinny:
  • "Żadna z ekspertyz nie wskazuje, by przyczyna wypadku była inna niż ustalona przez komisję. Zapisy rejestratorów parametrów lotu i głosów w kabinie, ślady na ziemi i wraku, ekspertyzy fizykochemiczne
  • Lotnisko w Smoleńsku było wyposażone jedynie w podstawowe pomoce nawigacyjne, pozwalające załodze wykonać lądowanie przy widzialności nie mniejszej niż 1000 m, a minimalna wysokość, do której samolot mógł się zniżyć, wynosiła 100 m nad poziom lotniska. Załoga samolotu znała minima lotniska i była świadoma wynikających z nich ograniczeń
  • Warunki atmosferyczne były dużo gorsze niż te minima. W trakcie podejścia do lądowania widzialność wynosiła 200 m, czyli była pięciokrotnie niższa niż wskazane minimum, a podstawy chmur były "grubo poniżej 50 m". Informacje o złej pogodzie były przekazane w czasie lotu wielokrotnie, zarówno przez kontrolerów ze Smoleńska, jak i załogę samolotu Jak-40. Załoga była świadoma panujących warunków atmosferycznych.
  • Kontroler ze Smoleńska wyraźnie wskazał minimum wysokości, do której samolot może się zniżyć (100 m względem poziomu pasa), i nie wydał pozwolenia na lądowanie.
  • W trakcie podejścia do lądowania urządzenie TAWS wielokrotnie podawało ostrzeżenia i komendy natychmiastowego odejścia na drugi krąg. Mimo to dowódca samolotu dopiero po 7 sekundach wydał komendę odchodzimy. Niestety, pierwsze działanie załogi, tj. odłączenie autopilota i rozpoczęcie odejścia, nastąpiło po kolejnych 5 sekundach. Razem daje to 12 sekund! Załogi samolotów pasażerskich wykonują to zadanie w 0,5 sekundy.
  • Samolot, zanim zderzył się z brzozą, znalazł się na wysokości poniżej poziomu pasa. Gdyby nie obniżenie terenu, do zderzenia z ziemią doszłoby około 1250 m przed lotniskiem (brzoza znajdowała się około 850 m przed początkiem pasa). Dowody na zejście samolotu na tak małą wysokość są niezbite - przycięcia drzew, uszkodzenia konstrukcji skrzydła, elementy samolotu wbite w brzozę, zapisy rejestratorów"
wyborcza.pl/1,75248,13068467,Jak_demaskowac_klamstwa_smolenskie.html
Dlatego też wrak niż nie wyjaśni, bo wszystko jest już zostało wyjaśnione. Natomiast prośba Macierewicza do zespołu fachowców zajmujących się wyjaśnianiu katastrof zawodowo przypomina sytuację, w której Andrzej Nowak z programu "Ręce, które leczą" zażądał od Naczelnej Izby Lekarskiej debaty nt. przyczyn powstawania nowotworów. Niby obie strony mają swoje sukcesy. Jednak ja bardziej ufam metodom konwencjonalnym/
ps.
Dlaczego eksperci Macierewicza nie zainteresowali się szczątkami wraku przywleczonymi przez Gazetę Polską? W sumie nie mam pewności, czy to nie temat dla prokuratury.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Obrona

Trochę długo to trwało, ale rozumiem. W sumie był weekend. W najnowszej notce udawadnia, że Jarosław Kaczyński nie podpisał lojalki w stanie wojennym. Jako dowód zamieszcza skan uzasadnienia wyroku sądu z 1998 stwierdzający, iż był on aktywnym działaczem opozycji.
Czy aby jednak Niezalezna.pl rzeczywiście chciała pomóc Kaczyńskiemu? Po pierwsze tytuł notki:
Jak "ważna" była ta działalność, mogliśmy się dowiedzieć z ostatnich notek świadka tamtych wydarzeń - Piotra Piętaka. Po drugie, ciekawy jest fragment wyroku:
Wychodzi na to, że Jarosław Kaczyński sam się przyznał, że "przeciwko państwu szkodliwie nie działał". I to by się zgadzało, bo ci, którzy w oczach komunistycznej władzy w tamtych czasach "przeciwko państwu szkodliwie działali", byli szykanowani i internowani.
Podsumowując, niezalezna.pl wyświadczyła Prezesowi niedźwiedzią przysługę.

tl


niedziela, 16 grudnia 2012

Pilne. Smoleńsk

Aby dobrze sprzedać samochód, to przede wszystkim trzeba go umyć. Supermarket chcący zwiększyć sprzedaż więcej owoców, umieszcza w ich pobliżu lustra, celem wywołania efektu przepychu. Właściiel wiejskiej dyskoteki, chcąc przeciągnąć młodzież robotniczo-chłopską, musi na plakacie napisać coś, co wzrok ich przyciągnie. Na przykład wielki napis SEKS, zaś małą czcionką następującą treść:"nie ma z tym ogłoszeniem nic wspólnego. Zapraszamy na noc starych przebojów w nowych wersjach". Podobne pomysły można mnożyć, nawet pod rządami Donalda Tuska dyskryminującego Telewizję trwam, sprzedającego niepodległość na wschód i zachód, o germanizacji poczty nie wspominając. Natomiast jak sprzedać gazetę? Wyjaśnię to na przykładzie Gazety Polskiej Codziennie:
Po pierwsze tytuł: "Prokuratura od dwóch lat wiedziała o wybuchach" - potencjalny kupujący zaczyna się zastanawiać: więc jednak trotyl c4, dlaczego aż dwa lata? To napewno sprawka Donalda Tuska, co nieprzypadkowo ma wilcze oczy.
Po drugie: wątek amerykański. No i mamy, w zależności od potrzeb: amerykańskiego eksperta pracującego na amerykańskim uniwersytecie, amerykański sprzęt lub amerykańską firmę, która wykona jakieś badanie. Mimo, że amerykański Prezydent zainteresowany Smoleńskiem nie jest, mityczna Ameryka jest wyobrażeniem czegoś lepszego, ziemi obiecanej, luksusu. Świadczą o tym rzesze turystów zamieszkujących tereny Jackowa czy Green Pointu. W tym przypadku padło na amerykańską firmę SmallGis, która opracowała satelitarną mapę ukazującą tzw. wybuchy.
Sprawa trzecia: Potwierdzenie eksperta mające na celu wzmocnić wiarygodność artykułu. Tutaj padło na byłego szefa BORu płk Andrzej Pawlikowskiego, który stwierdził, że coś jest na rzeczy w temacie pożarów a dokładniej wybuchów.
Po czwarte:niepokazanie wszystkiego, co ma wzmóc ciekawość. W naszym przypadku będzie to nieopublikowanie mapy i zdanie się na wiarę w to, co pisze redaktor.
Wyżej wymienione wabiki skłonią do zakupu gazety a w dalszej kolejności do utwierdzenia wiary w zamach.
Jednakże stare przysłowie mówi, że nie wszystko złoto, co się świeci. Wypucowany kupiony samochód może okazać się tzw szczepanem, z zakupionego owocu może wypełznąć robal, zaś wizyta w wiejskiej dyskotece zakończyć się może obitą mordą. Podobnie z gazetą.
Po pierwsze wybuchy. Trudno, żeby ich nie było, skoro samolot miał ok 10 ton paliwa.
Po drugie amerykańska firma SmallGis. W Internecie takiej amerykańskiej firmy nie ma. Jest za to polska firma o tej samej nazwie, dostarczająca m. in. wysoko rozdzielczych ortofotomap satelitarnych (piksel 0,5 m - a nie jak podaje gazeta 0,5 piksela) smallgis.pl/index.php/o-firmie
Po trzecie ekspert. Były szef BORu płk Andrzej Pawlikowski po odwołaniu go ze stanowiska zajmuje się wyłącznie krytykowaniem poczynań ekspertów oraz rządu i robi to przede wszystkim w "mediach smoleńskich"
Natomiast, jeżeli chcemy dowiedzieć się czegoś o jego kompetencjach, czeka nas rozczarowanie. Internet jest prawie tak samo wyczyszczony, jak z informacji o karierze  Wojciecha Jasińskiego w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Płocku. Jednakże coś  znalazłem: "W 2007 r. Biuro Ochrony Rządu w nadzwyczajnym trybie awansowało na stopnie oficerskie 46 osób. Kursy oficerskie trwały po 11 dni. Ostatni odbył się dwa tygodnie przed wyborami". Pomysłodawcą przyspieszonych kursów był szef BOR płk Andrzej Pawlikowski. Pozostaje w dyspozycji obecnego szefa BOR. Gazecie nie udało się z nim skontaktować."www.wprost.pl/ar/124114/Oficer-BOR-w-11-dni/No i wyszło, że nie taki ekspert kompetentny, jak go malują. 
I na koniec kwestia wybuchów. Po pierwsze. Na oficjalnym dokumencie pt. Załączniki do Raportu końcowego Komisji Millera (przypominam, że jest to oficjalny zespół, złożony nie z cukierników i innych fachowców spoza branży badania wypadków lotniczych), na stronie 107 czytamy:

Teraz kwestia map z zaznaczonymi wybuchami. Okazuje się, że w Raporcie Komisji Millera nie ma o nich mowy. Jest natomiast mowa o pożarach wywołanych wiosennym wypalaniem traw.  Na stronie 194 widzimy:
Zaś na stronie 297:

Powyższy przykład wskazuje, iż niektórzy zapominają, że reklama przede wszystkim nie może wciskać kitu.