http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/458621,ciemny-lud-to-kupi
"To bardzo ważna sprawa.
To przełom w wiedzy o tym czym jest PiS i dotarcie do samej istoty PiS – do jego KŁAMSTWA ZAŁOŻYCIELSKIEGO..
To ilustracja, soczewka, w której jak na dłoni widać nie tylko,
że żaden, dosłownie żaden, z warunków określających konserwatyzm,
patriotyzm, polskość i katolicyzm – nie jest spełniony. Ale wszystkie są
użyte do propagandy, tumanienia ludzi, do oszustwa .Do kłamliwej,
cynicznej, pozbawionej skrupułów moralnych autoprezentacji.
Tak, chodzi o Martę Kaczyńską-Dubieniecką primo voto Smuniewską i sprawę
zaprzeczenia ojcostwa jej starszej córki. Nie będę opisywać krzywdy,
jaka wyrządziła swojemu pierwszemu mężowi i własnemu dziecku. Nie będę
mówić o zerwaniu sakramentu małżeństwa, zdradzie małżeńskiej, kochanku,
sposobie informowania rodziców o drugiej ciąży z przyszłym mężem,
jeszcze przed rozwodem z pierwszym mężem. To są sprawy już powszechnie
znane.
Chcę mówić o kłamstwie w rodzinie Kaczyńskich, kłamstwie, które stało
się przedmiotem żarliwej wiary zwolenników PiS i obu braci Kaczyńskich.
Przekonanych, ze wierzą w prawdę.
Marta Kaczyńska z własnej woli jest osobą publiczną czynnie uprawiającą politykę..
Marta Kaczyńska miała stać się ikoną środowiska PiS. Miała stać się nią z
woli swojego stryja, chociaż są tacy, którzy twierdzą, ze Jarosław
Kaczyński nie aprobował frywolnego stylu życia swojej bratanicy. Ale to
on kreował jej wizerunek, na świętą nowej generacji, na przyszłą
kandydatkę na urząd Prezydenta RP, po drodze jedynie zahaczającą o
dobrze płatną funkcję europarlamentarzystki.
To ona miała być jego przepustką do rzeczywistego sprawowania funkcji głowy państwa.
To jej budowano legendę cierpiącej sieroty, chociaż ten filuterny,
starannie dobrany przez stylistki kapelutek z woalką podczas
uroczystości pogrzebowych zdradzał, ze bardziej od traumy i cierpienia
ważny jest wizerunek, obrazek, śliczność wyglądu, bo zdjęcia w
kolorowych pisemkach obiegną przecież całą Polskę. To ją ubierano w bure
szmaty i usadzano na starym fotelu przy kaflowym piecu, by dziewczyny i
kobiety z biednych domów polskich miast i wsi myślały, ze mówi do nich
kobieta, taka jak one. A nie rozwydrzona „baronówna” kupująca mężowi
najnowszy model jednego z najdroższych samochodów z odszkodowania
otrzymanego po śmierci rodziców. To ona miała czelność pouczać lepszych
od siebie ludzi, czym jest rodzina, konserwatyzm, wartości
chrześcijańskie, które sama tak brutalnie łamała.
Tymczasem z faktów wynika, że tak, jak beztrosko i cynicznie wrobiono
Piotra Smuniewskiego w ojcostwo , tak samo cynicznie zaakceptowano
kochanka Marty, w obu przypadkach doprowadzając do szybkiego ślubu.
I stało się tak za wiedzą i aprobatą rodziców Marty Kaczyńskiej. To Lech
Kaczyński aprobował zdradę małżeńską swojej córki, usprawiedliwiał i
pomniejszał SBcką przeszłość swojego wówczas jeszcze niedoszłego kuma,
ojca Marcina Dubienieckiego. To w tej rodzinie godzono się szybko i bez
zbędnych skrupułów z brakiem moralności z łamaniem sakramentów i
fanaberiami nowobogackimi córki-celebrytki. Bo czuli się niezagrożeni,
czuli się jeśli nie panami świata, to przynajmniej Polski i myśleli, ze
tak będzie zawsze.
Sprawy ułaskawieniowe, kiedy to teść-prezydent ułaskawiał przestępcę na
wniosek swojego zięcia-adwokata, który z kolei zadbał o swoje honorarium
czyniąc się wcześniej wspólnikiem tegoż przestępcy – miały nigdy nie
dojść do opinii publicznej.
Katastrofa smoleńska narzuciła nowy wizerunek, nowy obraz , z którego
także skorzystano natychmiast i także bez zbędnych skrupułów.
Wykorzystano ludzkie współczucie, ludzką wrażliwość i ... ludzką
niewiedzę, by wykreować obrazek skrzywdzonej dziewczyny – chociaż to
kobieta już po trzydziestce. Wykorzystano dla celów wyłącznie
politycznych i finansowych. Cały przemysł smoleński powstały po
wydarzeniach 10 kwietnia 2010 roku podporządkowano idei zarabiania
pieniędzy i odnoszenia korzyści politycznych przez PiS.
Tak postępowano z każdą sprawą. Tak zakłamano historię rodziny,
przeszłość, Umiejętnie, trafiając w dobrze znany i doskonale rozpoznany
„target”, czyli w konkretny elektorat, nie bez pomocy otumanionych
wizją prawicowości niektórych ludzi Kościoła sączono kłamstwo. Budowano
oparte na nim nastroje i wzbudzano emocje, siano nienawiść i podgrzewano
atmosferę – starannie dbając o to, by samych siebie nieustannie kreować
na prawych i sprawiedliwych. Ileż ironii jest w tej nazwie – wie każdy,
kto wgłębił się w historię człowieka, któremu, jako jedynemu w Polsce
sfałszowano lojalkę.
Sprawa Marty Kaczyńskiej – to kamyk , który ruszył lawinę.
Wiedzą to doskonale propagandziści pisowscy, którzy przystąpili do zaciemniania, zakłamywania sprawy. Boją się tej lawiny.
Zwolennicy PiS powinni zastanowić się nad tym, jak bardzo nimi
manipulowano, jak sterowano, z jaką pogardą uważano, ze „ciemny lud TO
kupi”.
I w swoich sumieniach powinni odpowiedzieć sobie na pytanie czy nadal chcą TO kupować."